Dodatki / Wywiady

Jabłonka: „Muzyka autorska powinna być eklektyczna”

napisane przez Zuzanna Zaręba, 25 czerwca 2017
Foto: Łukasz Wierzbowski

Drzewo owocujące dobrą muzyką, tak pisaliśmy o jednym z naszych tegorocznych odkryć, wrocławskim zespole Jabłonka. Pewnego słonecznego popołudnia spotkaliśmy się z połową składu; Polą, Adamem i Pawłem. Rozmawialiśmy o magii kameralnych koncertów, ciepłej, ale smutnej muzyce, płycie śpiącej w laptopie, bluesie i… Los Angeles.

Urokliwa i tak bardzo polska. Jabłonka. Skąd wzięła się Wasza nazwa? Kiedy widziałam Wasz występ na City Sounds Showcase „Kobiety mają głos”, w zapowiedzi słyszałam coś o udziale pewnej jabłecznej nalewki. Chyba że się przesłyszałam…

Pola (wokalistka i autorka tekstów): Tak, była pewna anegdota o nalewce (śmiech), ale nazwę właściwie wymyśliliśmy sami. Paweł stwierdził, że jabłonka to takie ładne słowo, polskie drzewo.

Paweł (producent i klawiszowiec): Zależało nam, żeby nazwa była polska, by pasowała do naszych tekstów, które są poetyckie i przede wszystkim pisane w języku polskim.

Adam (gitarzysta): I był jeszcze ten pierwiastek Gumtree, ale o tym pewnie za chwilę.

To bardzo ciekawe. A jak się w ogóle poznaliście?

Pola: No właśnie przez Gumtree. Szukaliśmy tam z Adamem jakiegoś pana od laptopa, który potrafi się bawić elektroniką i tak trafiliśmy na Pawła.

Paweł: Wtedy mieszkałem od krótkiego czasu we Wrocławiu i szukałem ludzi do wspólnego grania.

Pola: Wpuściliśmy obcego człowieka do domu (śmiech), przyszedł z plecakiem pełnym sprzętu. I zaczęliśmy sobie grać we trójkę. Szybko zaczęło między nami muzycznie iskrzyć, materiał powstawał w ekspresowym tempie, również w towarzystwie nalewki produkcji mamy Adama. Tak więc anegdota jest prawdziwa i piosenki są silnie stymulowane tym trunkiem.

Czyli się nie przesłyszałam. Super historia. Jesteście stosunkowo młodym zespołem, gracie razem od 2015 roku, prawda? Jednak słychać, że jesteście doświadczonymi muzykami. Co było wcześniej, jakie projekty poprzedziły Jabłonkę?

Pola: Mieliśmy wcześniej taki domowy skład. Graliśmy też w duecie z Adamem po wrocławskich klubach. Paweł ma z nas największe doświadczenie.

Paweł: Mam doświadczenie, ale największymi wymiataczami są tak naprawdę nasz basista Wojtek oraz perkusista Jarek Korzonek. Ich pojawienie się dało naszej muzyce prawdziwego kopa.

Pola i Adam, wciąż gracie w duecie. Ostatnio w górskim projekcie Kultura na Poziomie.

Adam: Tak, nasz duet to równoległy projekt. Zupełnie inna muzyka, bliższa bluesa. Praktycznie nic nie pokrywa się z Jabłonką. Choć może teksty po polsku… ale na początku Pola pisała po angielsku. A Jabłonka jest od początku robiona po polsku.

Pola: Jesteśmy razem, tworzymy razem i ten duet to taka nasza odskocznia od Jabłonki. Zupełnie inna bajka.

Jabłonka była więc od początku świadomym i zaplanowanym projektem – polskim trip hopem. Nie planowaliście pisania po angielsku?

Paweł: Założenie było takie, aby były to muzyczne opowieści. Wybraliśmy język polski, bo ten znamy najlepiej i za jego pomocą możemy przekazać w naszej muzyce głębsze treści, nie jakieś tam I love you bejbe…

Pola: Właściwie Paweł mnie namówił, żebym zaczęła pisać po polsku.

Paweł: Było to pewnego rodzaju wyzwanie. Wiele mówi się przecież o tym, że polski jest trudnym językiem do pisania piosenek, ale Pola ma tę zdolność do wykorzystywania strasznie trudnych słów w bardzo muzyczny sposób.

To też świetnie wpisuje się w trend powrotu do pisania piosenek po polsku, który w ostatnich latach można zauważyć na polskiej scenie.

Paweł: Jednak my ten trend zapoczątkowaliśmy.

Adam: Zdecydowanie! (śmiech)

Pola: Faktycznie zaczęliśmy pisać po polsku, kiedy nie było to jeszcze takie powszechne, ale późno opublikowaliśmy nasze utwory, trend zaczął być żywy, a my się w niego po prostu wpisaliśmy jako jedni z wielu.

Paweł: Cała płyta śpi na moim laptopie.

Adam: Paweł właśnie oddał go do naprawy (śmiech)

Paweł: Myślę więc, że niedługo wszystko już będzie dobrze.

Pola: Właściwie to wszystko jest okupione krwią i łzami. Po drodze działy się różne historie. Nasz kontrabasista Wojtek ze względów zdrowotnych musiał odpocząć od grania. Potem ja miałam problemy z gardłem. Jeszcze zawirowania w składzie Jabłonki. Mój i Adama wyjazd do USA na 3 miesiące, więc wszystko rozciągnęło się w czasie.

Adam: Patrzcie, a jutro jest chyba okrągła rocznica, jak graliśmy pierwszy koncert.

To był ten koncert jako support Kasi Nosowskiej?

Adam: Nie, to była taka prapremiera.

Pola: Wtedy graliśmy z innym perkusistą. Zanim zagraliśmy pierwszy koncert, musieliśmy przearanżować piosenki na żywe instrumenty i zrobić to w taki sposób, żeby nie straciły pierwotnego uroku. Cały ten proces długo trwał. Może słychać, że dobrze nam się razem gra, ale to dlatego, że po prostu długo się docieraliśmy.

To faktycznie słychać, że bawicie się swoją muzyką. A jeszcze powracając na chwilę do Twoich tekstów, Pola, to miałam wrażenie jakby miały coś wspólnego z młodopolską poezją, Staffem, Tetmajerem, Leśmianem. Te tytuły „Rozkwit”, „Przestrach”. Inspirujesz się poezją? I czy Twoje teksty są wymyślonymi historiami, czy mają silne biograficzne tło?

Pola: Nie wstydzę się powiedzieć, że to są opowieści zaczerpnięte z tego, co mnie spotkało. Wiem, że są osoby, które traktują swoje teksty dość abstrakcyjnie, dystansują się od nich, co właściwie też jest ciekawym punktem widzenia, ale ja osobiście muszę pisać o czymś, co choć w małym stopniu mnie dotyczy, więc najczęściej są to historie mocno osobiste. Poza tym jestem filolożką i przez ostatnie trzy lata blisko obcowałam z polską literaturą.

A więc widać pozna swój swego (śmiech). Sama jestem polonistką i wyczułam w Twoich tekstach te odniesienia.

Pola: Naprawdę? Na Uniwersytecie Wrocławskim? Ja też. Uwielbiam Leśmiana. Tytuły moich tekstów faktycznie są nim częściowo inspirowane.

Wiemy już, że Pola pisze teksty, a jak wyglądają u Was pozostałe etapy magicznego procesu twórczego?

Paweł: Na początku to było tak, że sklejaliśmy trzy rzeczy: ja przyniosłem coś swojego na laptopie, a Adam grał akurat coś, co idealnie łączyło się z moim pomysłem, pasowały też teksty Poli. Więc dużo było w tym też fajnego przypadku.

Pola: Tak, były takie energetyzujące momenty. Na razie gramy właściwie utwory, które stworzyliśmy we trójkę.

Adam: Czekamy też aż chłopaki (Wojtek i Jarek) dołączą do procesu twórczego przy nowym materiale.

Czyli jesteście w trójkę takim korzeniem Jabłonki?

Paweł: Kiedyś tak, teraz jesteśmy 6-osobowym zespołem, w zasadzie 7-osobowym, bo nasz realizator Beny  i menadżerka Asia są pełnoprawnymi członkami zespołu.

Pola: Mamy niesamowite szczęście do ludzi, którzy inwestują w nas swój cenny czas. Jesteśmy im niezwykle wdzięczni.

Ostatnio sporo koncertowaliście prawda? Wspomniany showcase „Kobiety mają głos”, a wcześniej urodziny Sofar Sounds Wroclaw i występ na Spring Break. Na którym najlepiej się Wam grało?

Adam: Hmm myślę, że koncertem na którym najlepiej nam się grało był chyba Spring Break czyli koncert w małym klubie, gdzie ludzie są bardzo blisko. Choć były dość ciężkie warunki akustyczne, była fajna energia.

Paweł: W ogóle w ostatnich czasach, tak bardzo zabieganych (śmiech), muzyka jest często dodatkiem do imprezy, ludzie są wpatrzeni w swoje smartfony. A na takich wydarzeniach jak Spring Break przychodzą specjalnie, by posłuchać danego zespołu. Na naszym koncercie była spora publiczność jak na pojemność klubu i widać było, że chłonęli każdy dźwięk. Jednak myślę, że jeszcze intensywniej było na Sofar Sounds.

Pola: Zauważyliście, że jednak wciąż są to małe przestrzenie?

Paweł: Racja. Przyznam, że w swoim życiu grałem już na dużej scenie, na OFF-ie i Open’erze. Wiadomo, jest tam fajnie, to duże festiwale, ale jednak jest dystans między artystą a publicznością i nie ma tego klimatu.

Adam: W małych klubach słyszysz na bieżąco komentarze z widowni.

Pola: Widzisz zamknięte oczy, reakcje, które Cię jeszcze bardziej nakręcają na scenie, czujesz jedność z tymi ludźmi.

Paweł: Myślę, że to też kwestia tego, że różna muzyka pasuje do różnych miejsc. Muzyka sakralna, która powstała 500 lat temu najlepiej pasuje do wnętrz kościelnych, a na przykład U2 najlepiej brzmi na stadionach. A nasza muzyka jest taka ciepła i myślę, że pasuje właśnie do małych klubów.

Adam: Szczerze, nie wyobrażam sobie koncertu U2 w małym klubie.

Pola: Ostatnio graliśmy z Adamem koncert na otwartej przestrzeni w górach i osobiście nie mogłam sobie z tym poradzić. Nie mogłam ogarnąć tej wielkiej przestrzeni wokół mnie. To było dziwne, ale ciekawe!

To bardzo ciekawe, co mówicie. Fani muzyki na całym świecie zachwycają się taki projektami jak Take Away Shows, gdzie artyści grają w jakichś niecodziennych lokacjach. Nie myślisz wtedy za bardzo jakie to dla muzyka wyzwanie. A jeszcze w temacie miejsc, sporo tych ostatnich koncertów graliście we Wrocławiu. Nie ukrywam, że cieszę się, że jesteście wrocławskim zespołem, zawsze miałam wrażenie, że Wrocław jest trochę na uboczu. Co myślicie i jak oceniacie wrocławską scenę na muzycznej mapie Polski?

Pola: Ja myślę, że we Wrocławiu jest bardzo dużo coverowego grania, wszelkiej maści tribute’ów. To miasto ma wielu utalentowanych muzyków, którzy jakoś nie kwapią się do robienia własnych rzeczy, co mnie bardzo smuci, bo zwykle są to muzycy o wybitnym warsztacie. Z drugiej strony jest to pewnie też podyktowane oczekiwaniami klubów. Ale dostrzegam, że jednak idzie to w dobrym kierunku. Jest fantastyczny Francis Tuan, z którym graliśmy na Kulturze na Poziomie, jest YUUKI, choć chyba ostatnio wyemigrowała do Warszawy, ale zaczynała we Wrocławiu, konsekwentni i czarujący More Wine Please, EABSi, Ania Kłys, chłopaki z Manfredi & Johnson i myślę, że będzie tego coraz więcej.

Adam: Ja myślę, że w każdym mieście jest taka scena coverowa, chyba w Warszawie jest tego nawet więcej niż we Wrocławiu. Ważne, że coraz częściej to, co autorskie, alternatywne wypływa na powierzchnię.

Zostawiając covery za sobą, jak prace nad Waszą debiutancką płytą? Wyjdzie z laptopa jeszcze w tym roku?

Paweł: Mamy taką nadzieję, jest już praktycznie nagrana. Nagraliśmy ją w Toruniu, w RATstudios. Toteż jaram się bardzo, a rzadko jaram się czymkolwiek.

Adam: A tam z kolei byliśmy stymulowani, nie pamiętam, czy była to nalewka, wyrobem taty Pawła (śmiech).

Pola: Będzie w tym roku płyta. Zastanawiamy się teraz komu ją oddać do miksów. I skąd wziąć na to pieniądze (śmiech). W przeciągu miesiąca planujemy wypuścić singiel. A płyta raczej pojawi się jesienią.

Paweł: Jeśli czyta to dobry miksiarz, niech pisze!

Pola: Na płycie znajdzie się kilkanaście utworów, wszystkie po polsku. Zrobimy ładną książeczkę. I będzie chyba fajnie.

Jesień to chyba dobry czas, idealna pora na słuchanie tych mollowych dźwięków, jak nazywana jest Wasza muzyka. Swoją drogą słuchałam jednego z Waszych radiowych wywiadów, a w nim już na początku dowiedziałam się od dziennikarza, że gracie smutną muzykę. Słucham, słucham i wcale tak smutno nie jest. Na koncertach nieźle dajecie czadu, dźwięki jakby ewoluują, wybuchają.

Pola: Właśnie! Bo ten smutek, o którym wspominaliśmy nieopatrznie został przypisany muzyce, a właściwie nie o to nam chodziło. „Przestrach” klimatem nie przypomina typowo smutnej piosenki, ale tekst jest smutny. To właśnie warstwa tekstowa jest największym nośnikiem tego mollowego klimatu.

Adam: I harmonia też jest mollowa.

Pola:  I faktycznie ta mollowość może też nie być tak wyczuwalna przez aranże, które są raczej wybuchowe.

Paweł: I takie nasze muzyczne ciepełko.

A jak myślicie dlaczego lubimy słuchać smutnych piosenek, tak jest nam bliska północna melancholia? Zawsze mnie to intrygowało, dlatego więcej jest smutnych piosenek niż tych wesołych.

Adam: Jest nam do tego bliżej, prawda? W sensie kulturowym. Pewnie dużo rzeczy ma na to wpływ – pogoda, historia, klimat miejsc, warunki finansowe (śmiech). Latynosi, ludzie z Południa są tacy rozpaleni, a ich muzyka jest pełna radości.

Pola: Myślę, że smutek to kwintesencja naszej kultury.

Paweł: Czyli jednym słowem – geny, pogoda i finanse.

Kurczę, jaka to prosta odpowiedź na tak zawiłą z pozoru kwestię (śmiech). Teraz już wszystko jasne. Czyli płyta się rodzi, będzie na jesieni, to pewnie Wasz najważniejszy plan na ten rok. Możemy spodziewać się też większej trasy koncertowej?

Pola: Na pewno planujemy ruszyć w trasę po ukazaniu się płyty. Zobaczymy co nam się z Asią (Joanną Matyasik – menadżerką zespołu, przyp. red.) uda wymyślić, jak nam się terminy ułożą.

Paweł: Gramy też w najbliższym czasie kilka rzeczy…

Pola: Gramy w Dzierżoniowie na Poezji na murach jako support Raz Dwa Trzy i na Teatralnej Maszynie w Pszczynie obok Sonbird, runforest, Gypsyandtheacidqueen, Sambora i SALK, więc sami fajni ludzie. Będziemy też grali na Slot Art Festival i we Wrocławiu w ZaZoo Beach Bar. Mało graliśmy poza Dolnym Śląskiem, fajnie byłoby odwiedzić jeszcze Kraków i Warszawę. Może Sofar?

Paweł: …i w Los Angeles.

Pola: (śmiech) Będziemy starali się uderzać do innych miast, by dać o sobie znać.

Wspomnieliście znów o Sofarze. Całkiem niedawno pisaliśmy o Sofar Sounds w Polsce. Fajnie usłyszeć Wasze doświadczenie jako grających tam muzyków. Podoba Wam się ta koncepcja sekretnych koncertów?

Pola: Jestem totalną fanką całej tej inicjatywy. Ekipa z tutejszego wrocławskiego Sofaru robi świetną robotę. Organizatorzy robili wszystko, żeby artyści mieli komfort grania. Są ekstra! Poza tym sama koncepcja, nie wiesz kto zagra, skupienie, mało miejsca, magia, pełne zaskoczenie. Super!

A jakie są Wasze muzyczne marzenia? Wymarzona współpraca, koncert?

Paweł: Ja bym chciał Nord Stage’a dwójkę (śmiech).

Pola: Ja bym chciała zagrać koncert z Bjork. To byłby sztos sztosów, choć nie wiem, czy dałabym radę z nią zaśpiewać, zapłakałabym się na śmierć.

Adam: A ja chciałbym zagrać w Los Angeles (śmiech).

Pola: Takie skromniutkie marzenia (śmiech).

Paweł: A nie! Przecież trójka już wyszła…

Apropos Bjork, domyślam się, że jest dla Ciebie inspiracją, Pola. To powiedzcie jeszcze, kto Was inspiruje? Mieliście płyty lub artystów, którzy wywarli na Was znaczny wpływ? Ukształtowali Was jako muzyków?

Paweł: Może to będzie wyświechtane, ale pierwszą płytą, która muzycznie mnie ukształtowała była „Mezzanine” Massive Attack, to pewnie też słychać w jakiś sposób. Po drodze było dużo innych ważnych rzeczy. Jak coś fajnego wymyślę to powiem.

Pola: Oczywiście Bjork, Beth Gibbons, lubię nieoczywiste artystki, taki taniec na granicy poprawności i normalności, ale również Skip James, czyli bagienny blues lat 20-tych. Fascynuje mnie melodyjność śpiewu bluesmanów, jest totalnie nie do podrobienia. Słuchałam tego godzinami i próbowałam tak zaśpiewać, ale nie jestem w stanie uzyskać takiej frazy jak oni. Ostatnio odkrywam też biały śpiew i słowiańskie melodie np. bułgarskie chóry. To jest kopalnia fraz, melodii i kolorów. Z kolei nigdy nie mogłam przekonać się np. do Beyonce, szanuję, podziwiam, ale w muzyce szukam czegoś innego.

Adam: Ostatnio dużo czasu spędzam grając muzykę jazzową, ćwicząc ją. Bardzo lubię melancholijną skandynawską scenę – Jakob Bro, Eivind Aarset czy choćby Tomasz Stańko. Uwielbiam też bluesa, szczególnie tego korzennego Muddy Watersa, Skipa Jamesa… tam jest totalna surowość, szorstkość i prawda. Poza tym U2, to jest jeszcze fascynacja z czasów kiedy miałem 14-15 lat i tak mi zostało. Jeszcze Radiohead. Jedziemy właśnie niebawem na Opene’ra na ich koncert. Warto tam być.

W Waszej muzyce faktycznie słuchać ten koktajl różnorodnych składników i muzycznych wpływów. Z drugiej strony wiadomo, że nazwy nurtów i gatunków: trip hop, Indie rock, alt pop są umowne, są pewnego rodzaju uproszczeniem.

Pola: Myślę, że my też nie do końca nawet gramy trip hop. Długo zastanawialiśmy się, jak sklasyfikować naszą muzykę.

Paweł: Moim zdaniem, jeśli nie chce się interpretować czyichś utworów, ani specjalizować się w wąskim gatunku np. muzyce dawnej, to muzyka autorska powinna czerpać z wielu źródeł i nie dawać się łatwo sklasyfikować, być eklektyczna.

Pola: Tak przyjęliśmy, że gramy polski trip hop, ale tak naprawdę to dla mnie jedno z trudniejszych pytań. Muzyka alternatywa to w ogóle jest bardzo szerokie pojęcie, worek, do którego można wrzucić wszystko (śmiech). Co myślisz Paweł?

Paweł: Nie wiem…

Dziękuję Wam za rozmowę. Czekamy z niecierpliwością na Waszą płytę i kolejne koncerty. Życzę powodzenia i koncertu w Los Angeles.

komentarze

comments

Polecamy