Dodatki / Recenzje

Triphopowa hipnoza, czyli jak uzdrawiać basem – recenzja „Ununiform” Tricky’ego

napisane przez Kinga Krasuska, 29 września 2017
Foto: Materiały Prasowe

Tłumy gorączkowo odliczające dni do premiery nowego krążka Tricky’ego niepozbawione były oczekiwań. Od osoby, która razem z Massive Attack zdefiniowała gatunek trip hop, wymaga się przecież zdecydowanie więcej. Choć recenzje zbierane przez muzyka na przestrzeni lat prezentowały się co najmniej różnie, zawsze pozostawał wierny dusznej, surowej stylistyce sprzed ponad dwóch dekad. Część krytyków również teraz zarzuciła „Ununiform” przewidywalność, nudę, znikomą dawkę nowatorstwa. Tymczasem pozostali przyjęli najnowsze wydawnictwo Brytyjczyka niczym najlepszy prezent.

Thaws znów pozwala cofnąć się do Bristolu lat 90-tych. Przydymione, oszczędne, „kwaśne” dźwięki pełne mrocznego, pulsującego bitu są gwarancją niezapomnianej wycieczki w przeszłość. Płyta, pomimo wszechobecnego minimalizmu, jest jednak wielopłaszczyznowa. Po pierwsze, dzięki licznym gościom pojawiającym się w prawie każdym utworze. Po drugie, za sprawą różnorodnych gatunków, których umiejętne łączenie nadaje wyszukany smak triphopowej bazie.

„Ununiform” zdecydowanie nie należy do albumów, które powinno się odsłuchiwać w całości. Przynajmniej za pierwszym razem. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo pominięcia wielu szczegółów, które w przypadku tego krążka stanowią jego największą wartość. Wybierając pojedyncze piosenki, chwilami możemy odnieść wrażenie, że sięgnęliśmy po nowe wydawnictwo Warpaint („Doll”) lub Goldfrapp („Armor”).  Znajdziemy tu jazzowo-liryczne pejzaże („The Only Way”),  fortepianowe ballady („Blood Of My Blood”), słowiański hip-hop („Bang Boogie”) czy mnóstwo świetnego, gitarowego grania jak np. w „Dark Days”.  Nade wszystko zaś po raz kolejny nakarmimy się ogromną, świeżą i solidnie przyprawioną porcją wykwintnego trip hopu.

Skupiając się na dokonaniach Thawsa, nie można pozostać obojętnym wobec warstwy tekstowej. Czytając między wierszami, odnajdujemy człowieka z jednej strony zafascynowanego berlińskim otoczeniem, w którym przyszło mu żyć i tworzyć; z drugiej samotnie obserwującego nową, obcą rzeczywistość. Momentami szamoczącego się, do bólu tęskniącego, niepewnego, nękanego sprzecznościami, izolującego się, a mimo wszystko tak bardzo złaknionego miłości.

„Ununiform” to głód prawdziwych uczuć. To ciągle wyborna i przejmująca muzyka. To proste, lakoniczne stwierdzenia, które powtarzane wielokrotnie obezwładniają umysł, stając się jego częścią. Tricky kolejny raz udowadnia, że w triphopowym  świecie bezsprzecznie wiedzie prym i prawdopodobnie do niego należeć będzie ostatnie słowo.

Ocena: 8/10

 

komentarze

comments

Polecamy