Dodatki / Recenzje

Przejmująca podróż w kierunku zaufania na nowym albumie formacji London Grammar

napisane przez Anna Łanik, 16 czerwca 2017

Po prawie czterech latach od wydania debiutanckiego krążka zatytułowanego „If You Wait”, Hannah Reid, Dan Rotham oraz Dominic Major – muzycy wchodzący w skład brytyjskiego tria London Grammar – powrócili ze swoim drugim studyjnym albumem, „Truth Is A Beautiful Thing”. Krążek ukazał się 9 czerwca 2017 r., nakładem wytwórni Ministry of Sound Recordings. Znajdziemy na nim aż 18 niezwykle emocjonalnych, nastrojowych kompozycji, które wprowadzą nas na kilkadziesiąt minut w alternatywną rzeczywistość, a nawet nadprzestrzeń kosmiczną. W nadaniu temu wydawnictwu ostatecznego kształtu maczali palce głównie dawaj producenci muzyczni – Paul Epworth oraz Greg Kurstin – którzy znani są szerzej ze współpracy z Adele.
Podwaliny London Grammar powstały w 2009 roku, natomiast pierwszym utworem, który przedstawił grupę szerszej publice był wydany w 2013 roku singiel „Stronger”. Chwilkę później pojawiły się kolejne przepełnione magią utwory, między innymi zapierająca dech – myślę, że na równi w męskiej, jak i w damskiej piersi – „Wasting My Young Years” oraz cover ponadczasowej ballady Chrisa Isaaka „Wicked Game”, jak również wiele innych utworów, które na dobre umocowały London Grammar w ścisłej czołówce synth oraz indie popowych brzmień.

Muszę przyznać, że miałam bardzo duże oczekiwania wobec następcy pierwszego (podwójnie pokrytego platyną) krążka, a mój apetyt zaostrzył się mocno w okolicach grudnia zeszłego roku, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy singiel z drugiego albumu zatytułowany „Rooting For You”. Słyszymy w nim dyskretną gitarę, fortepian, a nawet partię smyczkową. Utwór ten jest dość minimalistyczny i surowy, za to w pełni pokazuje czystość barwy i naprawdę duże możliwości wokalu Hannah. Kolejnym smaczkiem, jakim uraczyło nas trio była piosenka i jednocześnie klip do „Big Picture”, który – podobnie jak poprzedni utwór – czaruje prostą melodią, kameralnym brzmieniem perkusji, a tekstem wprowadza nas w klimat całej płyty, która jest głównie o skomplikowanej naturze relacji damsko-męskich, a wręcz złamanej miłości.
„Love, what did you do to me?” – uczuciowo śpiewa Hannah na początku piosenki. Nie bez znaczenia jest również oprawa graficzna klipu – tłem dla sylwetek członków London Grammar są między innymi kosmos, burza piaskowa, zorza polarna, chmury burzowe, a wszystko to otulone gwiezdnym pyłem.
Zauroczył mnie również utwór „Oh Woman Oh Man” – najbardziej zresztą przypominający dynamiką wspomniany wcześniej „Stronger”. Elektryzujący refren wspaniale łączy się z przepięknymi harmoniami. Do utworu dołączony został również podwójny klip, prezentujący dwa różne punkty widzenia tej samej sytuacji – kobiecy oraz męski. Możecie o nim przeczytać więcej tutaj.

Słuchając tego marzycielskiego albumu, bardzo łatwo jest dać się ponieść w przeróżne niekoniecznie wesołe i kolorowe przemyślenia. Wyróżnia się utwór „Non Believer”, w którym chyba najbardziej czuje się trip-hopową duszę tego wydawnictwa. Jest to  nagranie opatrzone tekstem, w którym pada burzliwe Maybe what we are and what we need/they’re different things. Myślę, że wiele osób mogłoby odnieść powyższy fragment do swoich przeżyć. Z kolei w tytułowym nagraniu „Truth Is A Beautiful Thing” urzeka nas subtelność akordów fortepianowych, intymnie wciska się pod skórę wyjątkowo kruchy w tym utworze głos Reid i chwyta za serce tekst:

Could you take my place and stand here?
I don’t think you’d take this pain
You’ll be on your knees and struggle under the weight
Oh, the truth would be a beautiful thing.

Bardzo podobnym numerem jest „Hell To The Liars”, z którego przebija się bolesność i niepokój, a także sporo cierpienia. Jest to utwór, który najbardziej przybliża nas do autorefleksji, jak również zachęca do bycia szczerym – na równi ze sobą samym, jak i ze wszystkimi innymi – bo przecież wszyscy czasem kłamiemy. Rzadko się zdarza, aby wokalista aż tak obnażał się w swojej twórczości i przyznawał do bycia hipokrytą w miłości. Niesamowicie mnie ta uczciwość – która pojawia się w bardzo wielu tekstach – ujęła. Jest również sporo zagubienia i swoistej introspekcji, w piosence „Who Am I” Hannah pyta Who am I to want you now you are leaving?. Znalazło się również na płycie miejsce na jeden cover – jest nim „Bitter Sweet Symphony” formacji The Verve, znakomicie dopasowany do klimatu albumu.

Płyta ta jest niezwykle emocjonalną podróżą poprzez meandry przeróżnych miłosnych kolei losu. Podróżą wyboistą, z krwawiącymi ranami, wieloma bliznami oraz czyhającymi na nas na każdym kroku duchami z przeszłości, które w znaczący sposób potrafią wpływać na naszą teraźniejszość. Podróżą w kierunku wzajemnego zaufania. Album ten odzwierciedla pierwsze powiedziane sobie prosto w oczy – i bez zawahania – kłamstwo, złamane serce oraz zawiedzione nadzieje. Muzycznie za to jest prawdziwą ucztą dla fanów. Intensywność przeżyć zapewniają nam perkusyjne loopy  Majora, doprawione hipnotyczną gitarą Rothama, z wyraźnie wysuwającym się na główny plan niebiańskim śpiewem Hannah Reid. Członkowie zespołu wysoko postawili sobie poprzeczkę i bardzo ambitnie podeszli do kompozycji zawartych na tym albumie. Jedyny – naprawdę drobny – zarzut, który mam, to fakt, że płyta ta jest nieco jednostajna i troszkę brakuje na niej różnorodności. Choć mi akurat kompletnie to nie przeszkodziło w delektowaniu się tym naprawdę zjawiskowym krążkiem. London Grammar to zespół, który fenomenalnie brzmi nie tylko na studyjnym albumie, ale i również (a może przede wszystkim) na żywo. Mam naprawdę wielką nadzieję, że niedługo zawitają do Polski i będzie można się pozachwycać wykonaniem tej płyty w wersji live. A prawda w wykonaniu London Grammar jest zaiste przepiękną rzeczą.

Ocena: 9/10

komentarze

comments

Polecamy