Dodatki / Recenzje

Nostalgiczne refleksje na temat życia Hemingwaya – recenzja albumu „Szprycer”

napisane przez Anita Brylak, 1 sierpnia 2017

Mistrz zaskakiwania jest tylko jeden i bez dwóch zdań jest nim Taco Hemingway. Szcześniak niejednokrotnie udowodnił, że nie trzeba robić wielkiego show na rok przed wydaniem albumu, aby został on prawidłowo przyjęty. Wszystkie jego dotychczasowe produkcje spotkały się z pozytywnym odzewem, dodatkowo stały się ponadczasowe, bo ich tematyka jest ciągle aktualna. Z ubiegłorocznym „WOSKiem” czy „MARMUREM” na czele, Hemingway zwiedził niejedno miasto i wcale nie szukał tam fanów. Prezentował warszawskie umiejętności, których możemy mu tylko pozazdrościć.

Tym razem EP-ki w wydaniu Taco mogliśmy się spodziewać. Pojawiła się jej oficjalna zapowiedź, mimo to napięcie rosło z dnia na dzień. Właśnie ukazał się „Szprycer”, który robi wrażenie już pierwszym utworem. „Nostalgia” to szok dla konserwatystów, którzy spodziewali się kolejnej części opowieści o pociągach czy zatłoczonych ulicach Warszawy. Tym razem również jest dużo o życiu, ale artysta bardziej skupił się na muzyce, niż samym tekście. Stworzenie klipu do warstwy melodycznej dopieszcza całość, jednak jest w nim odrobinę mniej autora „Następnej stacji”. Rysowany obraz bardziej do mnie przemawiał, miał swój charakter. Styl utworów zamieszczonych na poprzednich albumach przypomina kawałek zatytułowany „Chodź”. Prócz klimatu imprezy, czuć dużo miłości, której nie zauważyłam chociażby na „WOSKu”. Przykładem takiej opowieści jest „Tlen”. Wyczuwalne jest także miejsce, z którego płynie przesłanie w prezentowanych utworach. To serce samego rapera, który przyznaje się do tego, że nie jest idealny i lubi czasem robić nic, wyśmiewając byt, który jest po prostu głupi. („Głupi byt”).

Za bity, które są niezmiennie dobre, klasyczne i wpadające w ucho, odpowiedzialni są: Rumak, Borucci oraz człowiek działający pod pseudonimem Zeppy Zep. Na albumie pojawia się także Duit, który ma na swoim koncie wiele współprac, chociażby z Dawidem Podsiadło czy Rosalie. Panowie po raz kolejny zrobili dobrą robotę. Pozbyli się ozdobników, a naturze dali prawo głosu. Nie warto więc doszukiwać się nowości w czymś, co określone zostało jako prawie ideał. Głos Hemingwaya jest na tyle subtelny, że łącząc się w całość z tekstami robi robotę. Wciąż wychodzące na pierwszy plan nudne życie mieszkańca Warszawy jest bardzo interesujące dla szaraka, któremu stolica jest obca. Szcześniak przybliża utworami wizerunek swojego życia, jednocześnie życia większości mieszkańców miasta, totalnie je dekoloryzując. Pozostawia delikatną warstwę nadziei, że zmiany wciąż idą.

Tworzenie tekstów o otaczającej nas rzeczywistości skłania do uchwycenia szczegółów. Takimi są jarociński festiwal czy postać Artura Rawicz, o których Fifi zapodaje w „Dele”. Tak mały element świadczy o tym, że gwiazda rapu żyje poza czerwonymi dywanami, co zresztą wielokrotnie podkreśla, śledzi na bieżąco sprawy kraju i lubi mieć głos w ważniejszych sprawach. Filip w „515” pochodzącym z “WOSKu” wspomniał, że jego celem raczej spokój ducha, a nie Maybach. Wyznawane wcześniej wartości nadal są aktualne, przez co z niebywałą lekkością wokalista krytykuje i ironizuje otaczający go świat. Choć wspomina o klubach i imprezach podkreśla, że wizyt w tych miejscach wymaga jego praca, której poświęca szczególnie każde lato. („Karimata”). Kawałek ten jest mocno nacechowany emocjonalnie, wyczuwalne są też pretensje nie tyle do ludzi, co do świata. Przy „Szpryclu” można mówić o melodii. Jest ona dość stonowana i miejscami monotematyczna, jednak stanowi podkład pod najważniejszy element, którym jest tekst. Mimo iż jest to kolejna opowiastka z życia wzięta, na pochwałę zasługuje fakt, że tak młody człowiek z łatwością otwiera się na cały świat i wypluwa z siebie to, co uciska jego sumienie.

Tytułowego utworu nie ma, ale mowa o „Szpryclu” jest w „Saldo ’07”, który to numer podsumowuje omawiane na nowym wydawnictwie rapera aspekty żywota. Żywota bardzo konkretnego, przepełnionego pracą i trzeźwym umysłem, bo tylko taki jest w stanie wyłapać ironię i w dobry sposób przekazać ją dalej. Płyta, która jest kolejnym dzieckiem Hemingwaya to faktycznie „Nostalgia”. Już pierwsze dźwięki wprowadzają słuchacza w trans, z którego ze smutkiem wyprowadza ostatni bit, będący wisienką na torcie czy ostatnim szlifem stolarza. Szanuję rozwój muzyczny Hemingwaya i jego sięgnięcie po trap. Połączenie go z rapem daje niesamowity efekt, przez co przycisk „replay” w przypadku „Szprycla” staje się koniecznością. Jest to coś nowego, innego, ale poziomem jak najbardziej pasującego do poprzednich wydawnictw Szcześniaka. Każdy ma prawo sięgać po więcej. Tak właśnie uczynił Taco.

Ocena 9/10

komentarze

comments

Polecamy