Dodatki / Recenzje

Miejskie wieczorności w iskrach przydrożnych latarni – recenzja „Pętli” zespołu SONAR

napisane przez Daria Solich, 26 października 2016

Zaczynanie kolejnego artykułu czy recenzji wyświechtanymi już słowami, że polska muzyka ma się coraz lepiej lub oglądamy się na zagranicznych wykonawców, gdy na rodzimym rynku nie mamy się czego wstydzić nie ma sensu, bo to wyeksploatowane już określenia. Zamiast tego zaprosiłabym do przesłuchania tej płyty zagorzałych fanów rapu, by pokazać im, że można tą samą treść ubrać w inną formę; zaprosiłabym też zagorzałych przeciwników tej muzycznej formy, by mogli się przekonać, że za jej pomocą też można mieć coś do powiedzenia.

Na krążku znajduje się 13 utworów charakteryzujących się pewnym aranżacyjnym rozstrzałem, ale nie pozbawionych wspólnego mianownika. Są tu bowiem instrumentalne utwory, między innymi „Intro” w klimacie filmu „Poszukiwany poszukiwana”, zapraszające na czterdziestominutowe słuchowisko. Dalej mamy kilka piosenkowych kawałków i trzy w mniejszej lub większej części rapowanych. Te kilka składowych na pierwszy rzut oka może wprowadzać w pewne zagubienie, jednak po pierwszym przesłuchaniu jasnym jest, że wydawnictwo zostało potraktowane całościowo. Klamrą bowiem są tutaj smyczki, przewijające się niemal w każdym utworze, oraz sample, przemycające w przemyślany sposób retro smaczki.

W przeciwieństwie do sposobu w jakim w muzyce mówi się o podobnych tematach – teksty Holaka to jeden z wielu jasnych punktów tego wydawnictwa. Wykorzystana przez niego nowomowa została zgrabnie spleciona z wieczornością i pewną emocjonalną codziennością. Przemycane przez niego frazy szokują – z początku swoją prostotą, a później oczywistą celnością. Doskonałym przykładem są tutaj frazy z „Pętli” Chciałoby się cofać czas/ Odtwarzać jak ten pierwszy raz/ Przewijać jak spodnie przed praniem/ Najlepsze momenty przed przebarwianiem lub z „NDPWDZN” Spojrzenia jak dług nie do umorzenia/ Leżymy obok jak strzeżone osiedla czy Jak listy zgubione na poczcie/ Jak kurierzy w trasie/ Nie odpocznę. Dodatkowego wyrazu nabierają one w ustach Leny, bowiem słowa są pisane przez rapera i spokojnie mogłyby być przez niego wykonane. Jednak w kobiecym ujęciu nabierają one melodyjności, łagodności i przestrzeni.

Kwestie związane z produkcją i samplingiem to kolejna rzecz warta podkreślenia na tym wydawnictwie. Wydaje się, że właśnie na „Pętlach” – mimo świadomości tego, że to twór zbiorowy – słychać dość wyraźnie indywidualny styl Łukasza. Mowa tutaj o momentach i smaczkach najciaśniej zapadające w pamięci: kapiąca woda w „Kilka wspomnień”, stary patefon w „Sen” czy cały odcinek między pierwszą zwrotką a refrenem w „Debiutantkach”. W „Między wierszami” zaś słuchać wyraźnie trzask czarnej płyty. Ma się też wrażenie, jakby Lena siedziała na tylnym siedzeniu samochodu i szeptała Ci do ucha słowa piosenki. Momenty krótsze i dłuższe można wymieniać bardzo długo, nie będę ich wszystkich wymieniała, by nie psuć słuchaczom zabawy w samodzielnym ich odkrywaniu.

Kwestia producencka dodaje także ciekawego wymiaru wokalowi Leny. W naszej relacji ze Spring Breaka padło porównanie głosu Osińskiej do Anny Jantar. To właśnie ta barwa głosu i jego brzmienie, charakterystyczne dla wokalistek lat 70′, zostało dodatkowo uwypuklone przez pogłosy („Pętle”, „Debiutantki”). Nie bez znaczenia wydaje się również warstwa kompozycyjna, bo instrumentalne „Peryhelium” podkreśla doskonale klimat retro, akcentując największy atut Leny. Osobiście odczuwam jednak spory niedosyt, bo mimo ewidentnej roli pierwszego głosu Osińskiej na tym wydawnictwie, jej osoba zdaje się być nieco marginalizowana przez gości.

W klimacie płyty nie brakuje wieczorności, na której trop możemy wpaść nie tylko w tekstach piosenek, ale również atmosferze aranżacji. To muzyka dla ludzi siedzących na przystankach, przysypiających w tramwajach czy autobusach; przecinających kolejne województwa w pociągach czy samotnie depczących pedał gazu lub przemierzających nocne arterie miast. Cały materiał skąpany jest w światłach drogowych latarni i jeśli ktoś chciałby się spierać ze stwierdzeniem, że „Pętle” są stworzone do nocnej eksploracji miejskiej przestrzeni, to na pewno zgodzi się z myślą, że płyta zachęca do samotnego rajdu z własnymi przemyśleniami przy zgaszonym świetle.

Ocena: 8/10

komentarze

comments

Polecamy