Dodatki / Recenzje

Low Roar odurza spokojem – recenzja „Once In A Long, Long While…”

napisane przez Kinga Krasuska, 18 kwietnia 2017

Ryan Karazija, czyli Amerykanin, który nigdy nie czuł się związany z krajem urodzenia.  Swoje miejsce zapragnął odnaleźć na Islandii, gdzie zamieszkał w 2010 roku. Przeprowadzka zaowocowała świetnym albumem „Low Roar”, a wielu po dziś dzień jest zdania, że został on wydany przez rodowitego Islandczyka. Kariera artysty rozwijała się pomyślnie, w międzyczasie pojawił się bardzo dobry krążek „0”, by chwilę później dwa jego utwory trafiły do trailerów gry Death Stranding, przynosząc miliony wyświetleń na YouTube.

„Once In A Long, Long While…” to trzecie, najnowsze wydawnictwo songwritera. Low Roar znów lawiruje pomiędzy stylistykami Radiohead, Sigur Rós i Massive Attack. Niezmiennie słychać elektroniczne wpływy, fortepian czy muskające skórę dźwięki gitary. Mimo że na pozór nic nowego nie pojawia się na płycie, Karazija robi kolejny krok naprzód.

W przypadku Ryana zawsze ma się pewność, że tworzony przez niego materiał jest konsekwencją konkretnych etapów w jego życiu. Tym razem nagrania w większości stanowią próbę rozliczenia się z bolesną przeszłością związaną z rozwodem. „Nie myślałem zbyt długo o tym, jaki album chcę nagrać. Po prostu musiałem wyrzucić z siebie te piosenki. W ten sposób na bieżąco dokumentowałem swoje życie.” – przyznał muzyk w jednym z wywiadów.

Utwory zaprezentowane na albumie harmonijnie przechodzą jeden w drugi i pozornie mogą wydać się jednostajne czy niezaskakujące. Wystarczy jednak pozwolić im się prowadzić, a nabierają one poruszającej wyrazistości. Karazija jak nikt inny siłą spokoju potrafi przekazać burzę emocji targającą człowiekiem. Niski głos płynnie przechodzący w melancholijnie wysokie rejestry to znak rozpoznawczy amerykańskiego artysty, który plastycznie opisując bolesne doświadczenia, w swoim opanowaniu staje się wręcz bezlitosny. Ten kontrast kumuluje w odbiorcy mozaikę doznań, które bez trudu znajdują kojące ujście w pastelowych dźwiękach nieustannie roztaczanych w warstwie instrumentalnej.

„Once In A Long, Long While…” może być zarówno tłem spokojnych wieczorów, jak również najważniejszą częścią bezsennych nocy – pełnych rozmyślań nad świetnymi tekstami. To album, na którym bezwzględne w swej prostocie, do głębi przejmujące „Give Me An Answer” czy piękne ballady jak „Bones” z udziałem fantastycznej Jófríõur Ákadóttir, czy instrumentalne pejzaże w „Crawl Back” przenikają się wzajemnie, tworząc przekonującą całość. Na krążku nie zabrakło również polskich akcentów w postaci utworów takich jak „Poznań” czy „Gosia” napisanych po kilkumiesięcznym pobycie muzyka w naszym kraju.

Żyjemy w czasach, w których sztuka coraz częściej pozbawiona jest prawdy. A to za nią przecież tęskni się najbardziej, to jej zachłannie się szuka, to w niej chce się znaleźć bezpieczną przystań. Najnowszy album Low Roar po raz kolejny stanowi gwarancję autentyczności, przez co nie można przejść obok niego obojętnie. Tej muzyce ufa się instynktownie.

Ocena: 8/10

komentarze

comments

Polecamy