Dodatki / Recenzje

Intymny świat UNKLE – recenzja „The Road Pt. 1”

napisane przez Kinga Krasuska, 22 sierpnia 2017
Foto: Materiały prasowe

Have you ever looked at yourself? Have you thought about mistakes you’ve made and the road you’ve walked?  This is your story…” Tymi słowami rozpoczyna się piąty, studyjny album brytyjskiej legendy trip-hopu Jamesa Lavelle’a – od lat związanego z projektem UNKLE.

Choć twórczość Brytyjczyka kojarzona jest z naładowaną emocjami elektroniką – takiej płyty jeszcze nie było. Na krążku króluje bowiem przejmująca, liryczna atmosfera, której subtelnym dopełnieniem są elektroniczne dźwięki. Lavelle odkrywa przed słuchaczem niebezpiecznie osobiste karty swoich wspomnień, uczuć, inspiracji, lęków… Ta muzyka jest jednak również lustrem, w którym każdy – chcąc nie chcąc – w końcu dostrzeże swoje odbicie.

UNKLE nawiązuje dialog. Z premedytacją wręcz wciąga w niebezpieczną grę obcowania z własnym wnętrzem. Wszystko za sprawą skutecznych przerywników – słów wypowiadanych wprost do odbiorcy, które na chwilę wybudzają ze słodko-gorzkiego, muzycznego odurzenia, zmuszając do przemyśleń. Lavelle bada, wwierca się w umysł i nie przestaje zadawać pytań. „How do you feel? Tell me how you feel…” pada w kolejnej części tej osobliwej „rozmowy”.

Muzyk do współpracy zaprosił wielu gości, co jeszcze przed przesłuchaniem krążka było wyraźnym sygnałem, że może znaleźć się tam bardzo zróżnicowany materiał. Mark Lanegan, członkowie Primal Scream oraz QOTSA, debiutująca  przed dwoma laty ESKA czy niezmiennie melancholijny Keaton Henson prezentują przecież nadzwyczaj szeroką paletę barw głosów i muzycznych stylistyk.

„The Road Pt. 1” to album dynamiczny. Wciąż odnajdujemy na nim drapieżne brzmienie gitar czy pulsujący, syntetyczny rytm. Muzyka wypełniona jest jednak także patetycznymi smyczkami, dzięki czemu z powodzeniem mogłaby sprawdzić się jako soundtrack mrocznego filmu – jak np. w „Looking for the Rain”. Falset Hensona w połączeniu z dźwiękiem fortepianu sprawia, że „Sonata” czy „Sick Lullaby” wprowadzają atmosferę pełną liryzmu i niewypowiedzianego smutku. Z kolei elektroniczne „Sunrise” czy tytułowe „The Road” niczym ciepły powiew ogrzewają chłód panujący na płycie.

James Lavelle w jednym z wywiadów stwierdził: „Chciałem nagrać album, którego nie byłem w stanie stworzyć wcześniej; powrócić do korzeni miejsca, z którego pochodzę…” Inspirację do nagrania krążka stanowiła również książka Cormaca McCarthy’ego o tym samym tytule. Motywem przewodnim „The Road Pt. 1” jest niewątpliwie droga. Droga, która może być zarówno szansą skutecznej ucieczki, jak i okazją do przemiany, możliwością odnalezienia czegoś nowego, budującego, rozwijającego. Żeby wyruszyć w tytułową drogę trzeba dokonać wyboru; nierzadko odciąć się, porzucić kogoś lub coś. Odejść. Czy warto? Każda piosenka daje nam zgoła inną wskazówkę i nigdy nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.

„The Road Pt. 1” to płyta, którą należy mieć blisko – by w trakcie samochodowych wypraw donikąd,  w duszną, wakacyjną noc czy jesienny, deszczowy wieczór móc nieśpiesznie zanurzać się w dźwiękach, czerpać i odnajdować siebie. Niejeden raz.

Ocena: 8/10

komentarze

comments

Polecamy