Dodatki / Recenzje

Historie napisane wodą na debiutanckim albumie SALK

napisane przez Łukasz Jankowski, 21 kwietnia 2017

Wiosna nadeszła. Widoki za oknem są skąpane promieniami słońca, które sprawiają, że nie mamy ochoty pracować albo się uczyć i chcemy wyjść na świeże powietrze bawić się z innymi ludźmi. Czasem jednak pojawiają się takie momenty, gdy chcemy poczuć odrobinę wysublimowanego zimna, a tego możemy zaznać za sprawą odpowiednich piosenek. Remedium na ten problem może okazać się twórczość SALK.

W piosenkach kwartetu można wyłapać inspiracje mitologią celtycką oraz animacją „Sekrety Morza”, które rozlewają się na cały album, tworząc podkład do rozmyślań o przemijaniu. Obrazy kreowane przez kompozycje są pełne melancholii, są dla słuchacza czynnikiem wywołującym lawinę emocji, która zwiększa się z każdym następnym numerem. Brzmienie całości jest chłodne i przemyślane w perfekcyjny sposób, ale pojawiają się elementy weselsze, bardziej żywiołowe, a te ukryte w smutniejszych kawałkach są lepiej widoczne i słuchacz może przy nich odetchnąć.

SALK tworzą piosenki w języku polskim oraz angielskim. Szczególną uwagę warto zwrócić na kompozycje napisane w rodzimym języku, które nie trącą banałem jak większość radiowych przebojów, których warstwę tekstową można opisać jednym słowem – dramat. Kwartet w swoich szeregach ma utalentowanego autora tekstów (Kamil Kwidziński), który maluje słowem, przenika do naszych myśli z poruszającymi obrazami, do których chce się wracać. Anglojęzycznym kawałkom niczego nie brakuje, ale warto docenić to, że w naszym kraju są osoby, które w tak niewymuszony sposób posługują się polskim językiem.

Wokalno-tekstowy duet potrafi wywołać w słuchaczach wiele przeróżnych emocji, które są po prostu naturalne. W numerach nie odnajdziemy krzty fałszu czy wymuszania. Można rzec, że wszystkie elementy kompozycji żyją ze sobą w symbiozie i jeden bez drugiego po prostu by nie zaistniał. Warto tutaj wspomnieć o instrumentarium, który na pierwszy rzut oka może wydawać się klasyczne. W numerach odnajdziemy dźwięki klawiszy, perkusji czy też ukulele, ale w połączeniu z delikatną elektroniką całość daje wcześniej niespotkany efekt muzycznego uniesienia, w którym można się zatracić. Nic w tym dziwnego, gdy klimat budowany jest w perfekcjonistyczny sposób, przy oszczędnym użyciu wszystkich wspomnianych wcześniej elementów.

W tak dokładnie zaplanowanym albumie, wybranie najlepszych elementów jest nie lada wyzwaniem. Jak już wcześniej wspomniałem to polskojęzyczne kompozycje podbiły moje serce najbardziej, ale dwie zamykające album („Kołysanka dla Dwóch Matek” oraz „Sen Zofii”) wywołały na mnie największe wrażenie, prezentując całe spektrum emocji, których nie uświadczymy u innych debiutantów. Warto zwrócić uwagę również na „Mojry” zaczynające się delikatnie, ale z każdą następną chwilą zamieniaje się w pełniejszą kompozycję, w której klimat robi się coraz bardziej gęsty, a finał w godny sposób kończy kawałek.

Zasłuchując się w „Matronice”, ma się wrażenie, że SALK to bezkompromisowy zespół kładący ogromny nacisk na wysoką jakość każdego segmentu krążka, nie ma elementu mniej ważnego. Na okładce odnajdziemy latarnię, od której jako widz się oddalamy, a całość została zaprezentowana w morskiej kolorystyce. Taka grafika jest idealnym rozpoczęciem przygody z tym wydawnictwem, bo w krótki sposób przedstawia to, co odnajdziemy na krążku. Historie na „Matronice” napisane zostały wodą, każda kolejna opowieść zabiera nas w coraz większe głębiny, które sprawiają, że chcemy w tym świecie zostać jak najdłużej.

9/10

komentarze

comments

Polecamy