Dodatki / Recenzje

Dziewięć aktów, cztery ściany, jedna historia – recenzja albumu „Mój dom”

napisane przez Anita Brylak, 5 listopada 2017

Nie tylko życie potrafi zaskoczyć. Po rewelacyjnym debiucie w postaci płyty „Bumerang”, poeta w dresie ponownie ujawnia światu swoje uczucia. Tym razem Kortez poświęca album relacji z ukochaną osobą. Śpiewa o wzlotach i upadkach związku, na którym bardzo mu zależało. Z wielką namiętnością w głosie wyraża miłość poprzez łzy i oznajmia swoją samotność.

Wyznania żalu wypełnia smutna muzyka, jednak nie robi ona wrażenia, bo stylistyka ta przewija się przez pierwszy krążek naszego bohatera, z którym mieliśmy wielokrotnie do czynienia. Choć momentami dźwięki podsycone są radością, charakterystyczna dla Korteza melancholia wypełnia całość albumu.

Jesień to czas wątpliwości, poddawania się presji otoczenia i nieustającego smutku spowodowanego przygnębiającą aurą pogodową. Klimat zawarty na nowej produkcji muzyka idealnie wpisuje się w nastrój towarzyszący szaremu człowiekowi na przełomie jesieni i zimy. Bohater płyty przyznaje się do błędów, głośno płacze, a nawet oznajmia, że bez drugiej połówki umiera („Dziwny sen”). Jest zdruzgotany rozpadem rodziny.

Listopadowe wydawnictwo niesie za sobą mnóstwo emocji. Sam Łukasz Federkiewicz informuje, że jest to dla niego trudna, ale wyjątkowa płyta. Długo nad nią pracował, aby przelać do nagrań maksimum treści ze swojego życia. Rozstanie jest mu bliskim tematem, poświęca więc ognisku domowemu cały album. Próbuje przywołać damę swojego życia, wspomina wspólne spędzanie czasu („Wyjdź ze mną na deszcz”).

„Mój dom” prezentuje bardzo bogate instrumentarium. Nie słychać wyłącznie dźwięków znanej wszystkim akustycznej gitary, czy delikatnych muśnięć palcem klawiszy pianina. Wyraźnie dają o sobie znać bębny czy masa elektronicznych wariacji, nadająca wyżej przywołanemu utworowi kroju wytworów obecnych czasów.

Zarówno tematyka, jak i opis skomponowanego przez Korteza dzieła nawołują do przykrej sytuacji z życia artysty, jednak numery prezentowane na płycie pokazują bliską wokaliście osobę w dobrym świetle. Pokazują jej mocne strony i demonstrują potrzebę posiadania jej tuż obok („Dobrze, że Cię mam”). Zaakcentowanie wagi relacji międzyludzkich bierze górę, co miało miejsce także na „Bumerangu”. Po raz kolejny wrażliwość Łukasza przekłada się na jakość płyty, a skromność emanuje z wnętrza jego osoby z każdym wyśpiewanym słowem.

Miłośnicy poetyckiego transu, dotyku jedwabiu  i lekkiej w formie muzyki będą zachwyceni. „Mój dom” to idealna propozycja na uwieńczenie trudnego dnia pełnego chłodu i ludzkiego jadu. Być może po przesłuchaniu nowego wydawnictwa kompozytora ktoś z was wyciągnie wnioski i doceni obecność wspaniałych, niosących ukojenie osób tuż przy swoim boku.

Ocena: 8/10

komentarze

comments

Polecamy