Artykuły

Zapiski z OFF Festivalu – relacje uczestników poprzednich edycji

napisane przez Alicja Widera, 27 lipca 2017

OFF Festival trwa nieprzerwanie od jedenastu lat i już na trwałe zapisał się na mapie najważniejszych festiwali Polski, jak i Europy. Muzyka alternatywna przyciąga na Górny Śląsk coraz więcej odbiorców, a każdy z nich ma inne oczekiwania i wymagania, nie mówiąc już o gustach i upodobaniach. Tymczasem jesteśmy krótko przed dwunastą edycją, która dla niektórych będzie dopiero pierwszą. Jak się nastroić i co nas będzie czekało podczas tych trzech sierpniowych dni? Pozwoliłam sobie poprosić kilku uczestników ostatnich lat, aby opowiedzieli mi o swoich przeżyciach związanych z tym festiwalem. Więc jak wygląda życie na OFFie?

Byłam tylko na edycji zeszłorocznej. Najbardziej zaskoczyła mnie bardzo luźna, przyjemna atmosfera, jest profesjonalnie, a mimo to kameralnie i „bez napinki”. Podobało mi się to, że ludzie byli tam przede wszystkim dla dobrej muzyki. Na wielu koncertach publiczność po prostu stała i słuchała znakomitych utworów, delektowała się dźwiękami i dobrze się bawiła bez szaleństw pod sceną (co jest standardem m.in. na Openerze). Wyczuwałam też większy luz. To było dla mnie ciekawe i cenne doświadczenie. OFF zdecydowanie nie jest kolejnym „lansiarskim” festiwalem. Szczególnie koncert Brodki był dla mnie wspaniałym wydarzeniem. Nie spodziewałam się aż takiej oprawy – od scenografii, przez zespół po stroje i nowe aranżacje muzyczne. Świetnie bawiłam się również na Sleaford Mods, których poznałam dzięki OFFowej playliście na Spotify. Wiele zespołów usłyszałam dopiero na miejscu lub niedługo przed festiwalem, także mogę powiedzieć, że zdecydowanie poszerza horyzonty muzyczne. Jeszcze nie wiem, czy będę mogła wybrać się w tym roku, ale marzę o usłyszeniu PJ Harvey na żywo! To zdecydowanie moja faworytka tej edycji.
Monika, 23

Niestety, miałam okazję być tylko na dwóch edycjach festiwalu: (czego bardzo, bardzo żałuję, bo chciałabym być na większości) w 2012 i 2015 roku. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że każdy robi co chce i na co ma ochotę. Ktoś chce odpocząć, rozłożyć się na kocyku? To leży i „chilluje”. Ktoś garnie się do szaleństwa pod sceną? To tańczy pod sceną do umarłego. A byłam tam wiele razy i ani razu nie spotkałam się z żadnymi przepychankami. Wszyscy są dla siebie mili i uprzejmi. Jaki koncert pamiętam najlepiej? Oczywiście występ Iggy’ego Popa w 2012 roku, podczas którego moje stopy oderwały się od ziemi. A co do ciekawych projektów, zorganizowanych przez OFF, zapadła mi w pamięć burleska do muzyki z baletu „Święto wiosny” rosyjskiego kompozytora, Igora Strawińskiego. W tym roku natomiast mam dwa zaplanowane koncerty: to Swans i Kwadrofonik z Arturem Rojkiem. Podczas tamtych edycji poznałam wielu ciekawych artystów, których wcześniej nie znałam (np. Mazzy Stars, Merhaba czy Algiers). OFF Festival przede wszystkim uczy, aby być otwartym na każdy rodzaj muzyki. I to w nim uwielbiam.
Dagny Mercedes, 24

Uczestniczyłam w dwóch edycjach: w 2014 i 2015 roku. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że zawsze na terenie festiwalu jest o 2 stopnie zimniej. To jakiś mikro klimat Doliny Trzech Stawów. Najlepiej pamiętam występ Chelsea Wolfe, po stokroć. Jeden z najlepszych koncertów na jakich byłam (a byłam na kilku, nieskromnie przyznam). Nie znałam jej wcześniej, a teraz czekam na każdy nowy utwór. Wybieram się i w tym roku. Najbardziej czekam na PJ Harvey i The Black Madonna. Zawsze staram się „przygotować” do festiwalu, bo przez naukę czy pracę nie ma czasu być z muzyką na bieżąco. Dlatego kiedy wychodzi line-up, chcę przesłuchać większość artystów. I widzę, że miało to ogromny wpływ na mój gust muzyczny, co widać choćby po tym czego słucham teraz, na co dzień. I czuję się z tym dobrze.
Ewa, 21

OFF Festival to miejsce, gdzie po prostu czujesz się dobrze. Każdy znajdzie coś dla siebie. W 2014 roku wybrałam się po raz pierwszy. Niestety tylko na jeden dzień, akurat wtedy kiedy grało Slowdive. Euforia i zakochanie – w tych dwóch słowach opisałabym stan po. Pojechałam sama, ale od razu mówię początkującym i samotnym – bez obaw! To świetny czas na nowe znajomości. Szczerze mówiąc, nie miałam chwili wytchnienia, a jedzenie chłonęłam w biegu między koncertami. Tak bardzo byłam zachwycona! Poza tym klimat, wystrój i ludzie… trudno opisać te wyjątkowe chwile spędzone w Dolinie Trzech Stawów. Rok później kupiłam karnet. Xiu Xiu przyprawiło mnie o ciarki swoim wykonaniem soundtracku z serialu „Twin Peaks”. Son Lux zafundował magiczny klimat – przepiękny koncert o zachodzie słońca! Poza tym zobaczyć na żywo Iana Changa przy perkusji… on dosłownie stanowi jedność z tym instrumentem. A w czasie występu Sunn O))) podobno w Katowicach były skargi, że coś głośno buczy. Dosłownie ziemia zadrżała i otworzyły się niebiosa! Tak samo jak niespodzianki – Ho99o9! Strzał w dziesiątkę, zdecydowanie. Albo koncert Ride, na który wyczekiwałam czy Sun Kil Moon – do dzisiaj próbuję znaleźć koncertowe wykonanie Carissy w sieci… Mogłabym tak pisać w nieskończoność, bo przez trzy dni dostałam ogromną dawkę zachwytu, poznałam ciekawych ludzi i najadłam się przepysznych naleśników! Niestety, w 2016 roku nie mogłam pojawić się na festiwalu i bardzo, bardzo żałuję. Dlatego też niecierpliwie wyczekuję tegorocznej edycji. Moimi faworytami są Boris, Kikagaku Moyo i Thee Oh Sees. Ale nie tylko te koncerty pochłoną mój czas, bo i w Kawiarni Literackiej będzie się sporo działo. Większość wykonawców co prawda nie znam, pozwolę sobie na niespodziankę i nie będę zagłębiać się w ich twórczość przed festiwalem. Chcę znowu przeżyć pierwsze miłości. Właśnie to w OFF Festivalu cenię najbardziej. Można mu dać duży kredyt zaufania. Równie dobrze pojechałabym, nie znając żadnego wykonawcy. Prawdę mówiąc wiem, że sporo offowych weteranów tak robi. I to jest w nim piękne.
Joanna, 21

Byłem na czterech edycjach (od 2012 do 2016 roku). Najbardziej zaskoczyło mnie to, że niezależnie od wykonawców, czy się ich zna czy nie, można dać się porwać i gdziekolwiek Cię poniesie, zawsze znajdzie się coś ciekawego. Na OFFa chodzi się w ciemno. To festiwal „odpoczynku” w porównaniu do innych wydarzeń, na których lata się z koncertu na koncert w pogoni za headlinerami. Plus sielankowa, leśna otoczka. Slow life. Najlepiej pamiętam występ zespołu Huun Huur Tu – to chyba największa i najbardziej niesamowita perełka. Kwintesencja OFF Festivalu. W tym roku także się wybieram, ale podkreślam to – idę w ciemno. Faworytami oczywiście jest PJ Harvey i garść innych, ale to nieistotne – chcę odkrywać i eksperymentować. OFF Festival to zbiór artystów, których jestem w stanie docenić i zachwycić się, ale do których sam bym nigdy nie sięgnął podczas codziennego słuchania. Poszerza horyzonty i daje nowe brzmienia. I to jest świetne – przeżycie jednorazowe w życiu. Chociażby do Huun Huur Tu nigdy nie wróciłem (może bym się rozczarował?), ale w pamięci na zawsze zapadł mi ten magiczny koncert. Istota OFFa: słuchać tego, czego normalnie słuchać by się wręcz nie chciało.
Michał, 27 (autor strony michaldolny.tumblr.com)

Uczestniczyłam w OFF Festival 2012. Najbardziej zaskoczyły mnie atmosfera i fakt, że w Katowicach mamy tak dobry festiwal. Jest parę koncertów, które najlepiej zapamiętałam, przede wszystkim występy Atari Teenage Riot (moc i energia jaką grupa przekazała podczas koncertu późno w nocy była nieoceniona), Metronomy (basista pięknie się wyginał) i Iggy’ego Popa. Nie zapomnę jak stałam w pierwszym rzędzie tuż przy barierkach, nawet miałam siniaki pod piersiami, bo tłum tak napierał. Ale moment kiedy Iggy przechodził koło nas i dotknął właśnie mojej ręki był bezcenny. Zapamiętam to na całe życie. Podobnie jak koncert Apteki, na którym chyba straciłam pod koniec głos. Tak wczułam się w muzykę, że zauważył mnie nawet fotograf, uwieczniając mój zachwyt. Kolejnym miłym przypadkiem było to, że miałam na sobie bluzkę, którą sama zrobiłam i pewien obcokrajowiec powiedział mi, że bardzo mu się podoba (na początku myślał, że gdzieś ją kupiłam), ale jak dowiedział się, że to moje dzieło – podobała mu się jeszcze bardziej. OFF to też czas spędzony z przyjaciółmi, rude końcówki farbowane szamponetką, nylonowy płaszcz przeciwdeszczowy i zimny pokrojony arbuz w kubeczku. A do tego okazuje się, że zespoły, których nigdy wcześniej nie znałam są naprawdę super!
Zosia, 21

Byłam na festiwalu dwa lata temu. Podobał mi się ten klimat, zaskoczyły mnie różne grupy wiekowe odbiorców. Dla ludzi nie było problemem wziąć malucha w wózku i dobrze się bawić. Najlepiej pamiętam koncert Son Lux, razem z koleżanką miałyśmy takie ciarki, że nie da się tego opisać, cudowne przeżycie. Oczywiście, ludzie też tworzą tę imprezę. Są pozytywnie nastawieni i chcą miło spędzać czas, integrować z innymi i przeżywać muzykę. Niestety, nie będzie mnie w tym roku z powodu braku czasu, ale może za rok?
Martyna, 29

Na OFF Festival 2015 byłam z mężem i półtoraroczną córką. Atmosfera tak inna od festiwali, w których uczestniczyłam ostatnimi lat (Orange Warsaw, Audioriver, Open’er). Nie ma lansu, jest duża otwartość na ludzi, wrażliwość na muzykę, a także różnorodność gatunkowa, co pozwala jednej nocy przejść przez różne estetyki czy środki wyrazu. Największą przyjemność sprawiało mi patrzenie na odbiór muzyki przez moje dziecko. Dlatego najlepiej wspominam koncerty dwóch przeciwstawnych zespołów. Pierwszy z nich grał współczesną afrykańską muzykę. Melodyjny śpiew i rytmiczne wartości spowodowały, że córka wesoło tańczyła i to nie z rodzicami, tylko znalazła w tłumie grupkę ludzi, którzy chętnie przyjęli ją do swojego towarzystwa. W takich chwilach widać jak muzyka potrafi jednoczyć. Drugi zespół grał trashmetal. Koncert stanowił bardzo osobliwy show dla osoby nieznającej się na tym gatunku, ale dla mnie był bardzo odświeżającym doświadczeniem. Różnorodność line-up’u i ściąganie do Polski unikalnych wykonawców z całego świata moim zdaniem pogłębia wrażliwość. Uwielbiam nowe brzmienia, nowe inspiracje.
Sabina, 30 (autorka bloga warszamamka.pl)

komentarze

comments

Polecamy