Artykuły / Banner Slajderowy

„Ten festiwal ma zaskakiwać”. Polska reprezentacja na OFF Festival 2017

napisane przez Alicja Widera, 5 lipca 2017

Widniejące wyżej zdanie, wypowiedziane przez Artura Rojka w rozmowie z Aleksandrą Klich, jest niezaprzeczalnym drogowskazem, czego możemy spodziewać się po katowickim OFF Festival. Albowiem to przede wszystkim festiwal kontrastów, alternatywy, odwagi. Elektronika, jazz, garage rock, rap – to tylko gatunkowe wyznaczniki, które wcale nie muszą być oczywiste. Co więcej, ostatecznie okazuje się, że odbiorca nie słyszy muzycznych kategorii, a najczystsze emocje. W ciągu trzech dni (4 – 6 sierpnia) scenę podzielą między sobą legendarne nazwiska, świeże zespoły i kontrowersyjne projekty ze wszystkich stron świata. Również te rodzime. Niniejszym, chcemy zaprezentować Wam polskich przedstawicieli tegorocznej edycji OFF Festival w dziesięciu kategoriach o podobnych lub wspólnych mianownikach. Może kogoś z tego składu kojarzycie i znacie, może kogoś lubicie, a jak nie, to niezaprzeczalnie tym lepiej.

Lynchowe wizje

Postać Davida Lyncha pojawia się już coraz częściej w kontekstach OFFowego wydarzenia. Dwa lata temu grupa Xiu Xiu zaprezentowała swoją interpretację Twin Peaksowego soundtracku, tym razem Stewart wraca do Katowic, sięgając po projekt HEXA i ścieżkę dźwiękową do wystawy fotograficznej reżysera „Factory Photographs”. Jednak to połączenie instrumentalnego doświadczenia zespołu Kwadrofonik i charyzmy Artura Rojka przy okazji wspólnego zaprezentowania „Industrial Symphony No. 1” autorstwa Angelo Badalamentiego, nadwornego kompozytora Lyncha, budzi największe zdziwienie i wzrastającą niecierpliwość. Futurystyczny, eteryczny utwór, wyrwany niczym z przełomowych świstów Luigiego Russolo i amerykańskiego melodramatu jest opowieścią o złamanym sercu, mroku i samotności. Gdzie śpiewać o industrialnym śnie, jak nie na Śląsku?

Zapraszamy do amerykańskiego garażu

Nie dość, że garaż amerykański, to jeszcze w Seattle. Tuż pod oknami wytwórni Sub Pop. Prosto z Gdańska. Trupa Trupa to niepokornie rockowy kwartet, zbierający za swój debiutancki album „Headache” rekomendacje od Jonathana Ponemana, Straussa czy Sashy Frere-Jones. Panowie grają nieprzesadzony żadnymi efekciarskimi efektami, szczery rock, flirtujący z estetyką Sonic Youth i Mudhoney. Kolejna płyta – „Jolly New Songs” – ma pojawić się już w okresie jesiennym. Może zaskoczą festiwalowiczów nowym materiałem? Lecz nim to nadejdzie, przedstawię jeszcze jedną grupę, szczycącą się garażowym, oryginalnym brzmieniem. Guiding Lights (na pierwszy rzut oka kojarzące się z kawałkiem Television) to żeńsko-męskie, warszawskie trio z prawdziwie punkowym zacięciem prosto ze Wschodniego Wybrzeża. Prostota, przekaz i chwytliwe kawałki – to warunki dobrej zabawy, którą zapewnia nam zespół. W swoim dorobku mają już pozytywnie przyjętą płytę „New Ways to Feel Bad”, dozującą mądrze styl lo-fi z pazurem rodem ze starszych płyt Dinosaur Jr.

Stendhalowe lustro

Jak jest? Dobrze, źle? Wystarczy posłuchać albumów Bitaminy, aby dostać wyraźną, chociaż nie jednoznaczną statystykę moralnej kondycji społeczeństwa. „Plac Zabaw”, „C”, „Kawalerka” – to muzyczne opowieści, dojrzewające razem ze słuchaczami. Panowie mieszają sen z rzeczywistością, budują wszystko na leniwej, popowo-hiphopowej, samplowanej stylistyce, dopełniając przekaz urokliwymi, nierzadko mrugającymi do odbiorcy tekstami. Na festiwalu usłyszymy powiększony instrumentalnie skład, więc jest na co czekać! Niegdyś chcieli do Londynu, wylądują jednak w Katowicach. L.Stadt z albumu na album, już od dziewięciu lat, bawią się stylami, przechodząc bezboleśnie od indie rocka do country, mieszając nowoczesne muzyczne tajniki z oldschoolem. W tym roku artyści zaprezentowali swoją kolejną odsłonę – liryczną płytę „L.Story”, stworzoną do tekstów Konrada Dworakowskiego ze współudziałem Wielkiego Chóru Młodej Chorei. Odchodząc kilka kroków od powyższych konwencji, załapujemy się na Oskara i Steeza, tworzących pod szyldem PRO8L3M. Po dwóch latach panowie wracają na OFF Festival z nowym, futurystycznym materiałem, rejestrującym czujnie i chłodno wszystkie odchyły rzeczywistości. Nie będzie to przyjemne zetknięcie się z prawdą. W końcu żyć na ziemi to stres.

„Na przekór seksistom”

A jeśli Polska kultura jest ciastem to SIKSA jest bulimiczką. Te słowa możemy znaleźć na fanpage’u prowokującego, eksperymentującego zarówno z treścią, jak i podejściem odbiorcy, duetu SIKSA. Oglądając nagrania z występów zespołu, pierwsze skojarzenie to: „Paw królowej” Doroty Masłowskiej – tym razem jednak nie w wersji rapowano-rymowanej, a głośnej, gitarowej. Grający na nosie, drapieżny i niebezpieczny – szykuje się obowiązkowy do przeżycia performance. Łagodniejszą wersją kobiecego, feministycznego grania jest zespół Wilcze Jagody, stworzony przez Anię Włodarczyk, Nelę Gzowską i Zosię Hołubowską. Artystki łączą tutaj synth pop z rozmytym brzmieniem shoegazu i muzyki lat 80-tych. Mimo że powołano projekt do życia prawie dwa lata temu, debiutancki album dopiero powstaje.

Radosne dekady

Nie pozostaje nam nic innego, jak na czas tych koncertów przenieść się o parę dekad wstecz. The Fruitcakes, grupa, w której skład wchodzą Kuba Zwolan, Tomek Ziętek, Przemek Bartoś i Luki Tymański, to prawdziwa mieszanka psychodelii i rock’n’rolla prosto z lat 60-tych. Czerpiący inspirację z takich muzycznych legend jak The Beatles, Velvet Underground i Syd Barrett, młodzi artyści tworzą unikalne, oryginalne brzmienie, potrafiące zauroczyć nie tylko rockowe dusze. A znaleziony gdzieś na peryferiach Internetu kawałek „Cukier, ciastka, miłość” płynie jak ze składanki najlepszych kompozycji Skaldów. Kolejna młoda grupa, która Was rozweseli to siedmioosobowy zespół postpopowy New People. W ich muzyce buzuje soul, soft rock i funk. Jednak to nie całkiem nowe twarze. Wśród muzyków znalazły się takie osoby jak Alicja Boratyn (Wicked Giant), Jakub Czubak i Piotr Piechota (The Car Is On Fire), Aleksander Orłowski (Magnificent Muttley), Natalia Pikuła (Drekoty), Jakub Sikora (Crab Invasion, ZaStary) i Hubert Woźniakowski (Eric Shoves Them In His Pockets). Do tego zestawienia trudno nie przytoczyć kultowego big bandu – Mitch & Mitch. Ich dyskografia to prawdziwa podróż przez muzyczne niespodzianki. Na festiwalu byli już nieraz, za każdym razem prowokowali do bardziej lub mniej potajemnych ruchów biodrami. Ostatnio wydali razem z Kassinem tropikalną „Visitantes Nordestinos”. Kierunek: Brazylia.

Transowy hałas

Lubią chaos, hałas, gitarowe zagęszczenie. Bastard Disco to posthardcore’owi debiutanci, którzy zdążyli zauroczyć już dojrzałą, wieloznaczną płytą „Warsaw Wasted Youth”. Nazywani objawieniem na polskiej scenie niezależnej, budują swoje brzmienie na nieco chaotycznej, emocjonalnej rozróbie. Co innego Duży Jack, grupa, która ma swoją rozróbę już dokładnie przemyślaną. Założony w 2011 roku głównie z wizją grania coverów Starych Singers, niedawno przeistoczył się w suwerenny, prawdziwie noise’owy zespół, łapiący inspirację przede wszystkim z dzikości Shellac, NoMeansNo czy Refused i Dead Kennedys. Na swoim koncie panowie mają już album „Uczucia”, który jednak skrywa więcej tych uczuć negatywnych – z buntem, rozgoryczeniem i niedosytem na pierwszym miejscu. SPOIWO natomiast odchodzi od głośnych brzmień, stawiając na trans i własny, intuicyjny post-rock. Zespół z Gdańska przywitał się z odbiorcami już w 2012 roku, a w 2015 zaprezentował swoją debiutancką płytę „Salute Solitude”. Nie są to jednak do końca żółtodzioby – muzycy występowali wcześniej u boku m.in. Maybeshewill, Jeniferever, Tides From Nebula i California Stories Uncovered. Kluczem ich twórczości jest klimat. Niepokojące, dziwne i niespokojne – tak najłatwiej można opisać transową, elektroniczną muzykę projektu MIRT + TER. Mamy tu do czynienia z żywą, spontaniczną siecią dźwięków, które – nieustalane żadnymi systemowymi normami – mogą obrać każdy tor. Duet Tomasza Mirta i Magdaleny TER to przede wszystkim pasja do analogowej muzyki elektronicznej, eksperymentów i odkrywania kolejnych granic.

Wzorcowa delikatność

Nowy projekt Bluszcz, zainicjowany przez braci Jarka i Romka Zagrodnych jest idealną propozycją dla poszukiwaczy lekkiego, elektronicznego, letniego brzmienia. Muzycy byli niegdyś członkami Atlas Like, teraz jednak pod skrzydłami wytwórni Brennnessel zespołu Kamp!, tworzą synth-wave’owe, chwytliwe kompozycje. Niedawno wydali pierwsze dwa single „Aspen” i „Paraguay”. Uwaga, kto kojarzy Daktari czy HOW HOW? Jeśli te projekty są Wam znane, to pewnie nazwisko Mateusza Franczaka także. Tym razem jednak zagra bez saksofonu, a z gitarą i nowym, solowym debiutem „Long Story Short”. Multiinstrumentalista stworzył materiał w domowym zaciszu, całkiem spontanicznie. Nie dostaniemy tutaj perfekcyjnego, doskonałego do znudzenia songwriterskiego grania, a raczej podróż przez kolejne etapy podświadomości. Ukojenie znajdziemy także na koncercie dziewczęcego kwartetu LOR. Mimo że krakowianki dopiero zaczynają przygodę z komponowaniem, zapisały się wśród publiczności już jako obiecujący, wzruszający swoją niewinnością i pozbawiony manieryczności zespół.

Powroty

Należący do jednych z prekursorów polskiej zimnej fali, związany mocno z jarocińskim festiwalem, krakowski zespół Made in Poland powstał ponad trzydzieści lat temu z punkowej formacji Ekshumacja. Dzieje grupy można łatwo przedstawić za pomocą sinusoidy. Muzycy kilka razy zawieszali działalność i reaktywowali ją, aby w końcu w 2008 roku stanowczo powrócić. W tym samym czasie Made in Polska wydał zbiór archiwalnych nagrań „Martwy Kabaret”, który nagrywany w 1986 został odrzucony przez cenzurę. Materiał z tej płyty zabrzmi w ramach tegorocznej edycji OFF Festival. Kolejnym ważnym wydarzeniem jest powrót Marcina Dymitra i Paula Wirkusa pod szyldem projektu MAPA. Producent elektroniki i muzyki eksperymentalnej razem z perkusistą zza zachodniej granicy stworzyli pełną niedomówień, surową płytę „Fudo”, od osiemnastu lat uznawaną za kultową w światku muzyki niezależnej. Niestety, to był ich jedyny wspólny album. Idealnym prezentem jest wiadomość, że w tym roku powróci na OFF Festival yassowy, dwujajowy bliźniak Miłości – Łoskot. W składzie festiwalowej grupy widnieją nazwiska Mikołaja Trzaski, Olgierda Walickiego, Piotra Pawlaka oraz Macio Morettiego. Bezkonkurencyjni wymiatacze koncertowi i rewolucjoniści polskiej sceny jazzowo-improwizowanej mają w swoim dorobku cztery albumy, z czego ostatni – „Sun” – wydali ponad dwanaście lat temu.

Liryczne kryształy

Debiut Ralpha Kamińskiego, „m o r z e”, zaskoczył zarówno słuchaczy mainstreamu, jak i alternatywy. Dojrzałość, liryzm, dokładnie rozbujane harmonicznie brzmienie zapewniają młodemu artyście pełny koncertów kalendarz, a co najważniejsze, oddanych i kibicujących dalszym osiągnięciom fanów. Sam nie potrafi do końca zdefiniować swojej twórczości, bo i po co? Nie jest jednak amatorem w swojej dziedzinie – Ralph studiował na gdańskiej Akademii Muzycznej i Muzycznym Uniwersytecie CODARTS w Rotterdamie. Tych muzyków już kojarzycie, choć może nie pod tą nazwą. Kobieta z wydm to nowy projekt Błażeja Króla, który wciągnął w mroczną otchłań także swoją żonę, Iwonę Król oraz perkusistę zespołu Kristen, Mateusza Rychlickiego. Duszna, transowa, intrygująca atmosfera „Bentalu”, debiutu tria, na żywo brzmi jeszcze niespokojniej, a artyści tworząc własną opowieść, zapraszają odbiorcę do całkowitego wniknięcia w nią. Selkie & Lighthouse Keepers, w skrócie SALK, to nowe odkrycie wytwórni Nextpop, poetyckie, emocjonalne, inspirujące się tajemnicą przemijania i skandynawską delikatnością. Marcela Rybska, Michał ,,Mamut” Sarapata i Mateusz ,,Majster” Sarapata kreują wieczorny, wzruszający klimat. Debiut tria, „Matronika” jest smutną, morską historią, opowiedzianą przez poetę młodego pokolenia, Kamila Kwidzińskiego. Czeka nas muzyczna podróż na Islandię.

Sięganie do korzeni

Tajemniczy, przerażający, intrygujący. Batushka pojawili się znikąd, wydali docenioną przez krytyków i dziennikarzy muzycznych płytę „Litourgiya” i zaistnieli szczególnie poza krajem. Ich tożsamości nie są ujawnione, artyści chowają się pod habitami, występując w maskach. Swoją twórczość oraz image opierają na kulcie prawosławnym, a co za tym idzie – tuż obok gitarowych riffów mamy psalmy, a obok krzyku, śpiew liturgiczny. Ponadto, będzie to jedyny polski koncert metalowej formacji w tym roku. Raphael Rogiński uwielbia dokopywać się wprost do muzycznych korzeni. Genialny instrumentalista współpracował niedawno z Natalią Przybysz w ramach projektu Shy Albatross, oprócz tego możemy kojarzyć go z takich zespołów jak Shofar, Wovoka, Cukunft czy Alte Zachen. Poza solowym koncertem w ramach OFF Festivalu zagra także w duecie z Genowefą Lenarcik. Żywizna to odnajdywanie unikalnego, kurpiowskiego brzmienia. Artyści wydali już płytę „Zaświeć Niesiącku and other Kurpian songs”, określoną przez magazyn Newsweeka jako zaprzeczenie naszych stereotypowych wyobrażeń o polskiej muzyce ludowej. Kiedy co poniektórzy ciekawscy ruszą na zwiedzanie centrum Katowic, odnajdą na murach i słupach hasła: godej. Bez obaw, godać również się nauczycie. A oprócz tego jeszcze śpiewać. I to po śląsku! Dziewczyny z Freli, Marcelina Bednarska, Marta Skiba i Magdalena Janoszka, znające się już z zespołu SO WHAT? i ze Studia Wokalistyki Estradowej, zaprezentują (nie)swoje dobrze znane hity, m.in „Achim”, „Maras” czy „Hajer”. Będzie gryfnie.

komentarze

comments

Polecamy