Artykuły

Nastrój się na Colours of Ostrava 2017!

napisane przez Magdalena Zatwarnicka, 12 lipca 2017

Już za tydzień, czeska Ostrawa otworzy się na ponad 35-tysięczną publiczność, pośród której znajdą sie najróżniejsze osobowości. Postanowiliśmy przedstawić Wam propozycje spędzenia Colours na 4 różne sposoby, dopasowując własny temperament do festiwalowego line-upu. Jak wiadomo nie każdy ma na celu zaliczyć wszystkie koncerty z pierwszego rzędu pod sceną. Jedni stawiają na tak zwane kocykowanie, a jeszcze inni wolą zasiąść w zamkniętej przestrzeni pełnej klasycznych dźwięków. Organizatorzy Colours of Ostrava pomyśleli o wszystkich, dostosowując poziom energii nawet do najbardziej wymagających widzów.

„Do poskakania i pokrzyczenia, czyli coś dla choleryków”

Pewnie zaczniemy sztampowo, jednak każdy festiwal headlinerami stoi, a na Ostrawie pojawią się wyjątkowo dobrzy krzykacze. Mowa tu o Imagine Dragons – zespole, z którym rzesze fanów wykrzykują „That I’m never changing who I Am” w „It’s Time”. Znani z mocnego uderzenia w „Radioactive” z całą pewnością pierwszego dnia rozniosą scenę w popiół promując swój najnowszy album „Evolve”.
Tuż przed nimi, w środowy wieczór, zagra czeska grupa 1flfsoap, z którą polska publiczność mogła się zapoznać na zeszłorocznej edycji Spring Breaka. Opisują się, jako „eksperymentalny duet, który chce wygnać z miast zapach elektroswingu”. Na swojej najnowszej Epce „Rave Opera” prezentują kawałki tempem przypominające soundtrack do filmu „Mad Max” – żywe riffy przeplatane niewyczerpaną perkusją. Na ich koncercie, z całą pewnością będziecie pędzić razem z nimi.
W czwartkową noc polecamy udać się na spotkanie z zespołem, który może stawać w szranki z takimi gwiazdami jak Parov Stelar czy Postmodern Jukebox. Ginkgoa, bo o nich mowa, łączą w sobie electroswing, francuski szyk i amerykański luz. Duet otrzymał nagrodę „Ulubionej grupy” podczas festiwalu Les Francofolies, więc warto sprawdzić czy i na Ostrawie obronią swój tytuł.
Z całkowicie odmiennego, muzycznego bieguna przybędzie polska grupa Hańba!. Wyjątkowo godna reprezentacja buntowniczego nurtu. Podwórkowe instrumentarium w składzie: banjo, bęben, akordeon oraz tuba potrafi porwać w czasy międzywojennej punkowej rebelii. Krakowscy muzycy na swoich koncertach są niczym petarda. W każdej przestrzeni potrafią doprowadzić publiczność do stanu skrajnego upocenia i zdartego gardła. W końcu nic tak nie uspakaja jak porządne „wydarcie ryja”.

„Łagodne dźwięki w solidnym fotelu czyli coś dla flegmatyka”

Colours of Ostrava można również przeżyć na spokojnie. Bez nadmiernego wysiłku, jedynie obserwując szalejący tłum. Czwartkowe rozdanie rozpocznie artysta, którego kawałek „Cold Little Heart” był motywem głównym serialu „Big Little Lies”. Michael Kiwanuka, urodzony w rodzinie imigrantów z Ugandy, swoimi utworami opowiada historie o zwykłych ludziach, którzy muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pełną wrażliwości warstwę tekstową dopełnia świetnie skomponowana muzyka na miarę Pink Floydów.
Dla wszystkich wychowanych na miękkich balladach, które były idealnym podkładem do rozmyślań o udanych randkach, na Ostrawie zabłyśnie Norah Jones. Od czasu wydania jej pierwszej płyty „Come Away With Me” mija właśnie 15 lat, a dojrzałość, którą zaprezentowała jako 23-latka doprowadziła ją do bycia współczesną ikoną contemporary jazz. Swój najnowszy, szósty album, Norah stworzyła z saksofonistą Waynem Sorterem oraz perkusistą Brianem Bladem sięgając po pierwotne brzmienie jazzu z przedmieścia.
Tym, którzy tęsknią za paryskim brzmieniem klawiszy, niemal wyrwanym z filmu „Amelia”, zagra Benjamin Clementine. Muzyk, który w proste melodie wplata całe swoje życie. Na scenie zamienia się w Karola Dickensa prowadząc za rękę wszystkich tych, którzy są w stanie unieść jego emocje. Ten zbuntowany, uliczny grajek, jeszcze do niedawna zasiadał za pianinem boso, w długim płaszczu i bez koszuli.
Na finał zrównoważonego grania zaplanowaliśmy koncert, który odbędzie się w Auli Gong. Miejsce to pierwotnie było zbiornikiem gazu, jednak obecnie pełni funkcję Sali koncertowej, która może pomieścić ponad 1500 osób. To tam zabrzmi następca Olafura Arnaldsa – Sebastian Plano. Argentyńczyk, obecnie mieszkający w Niemczech, podczas swoich występów, łączy to co najpiękniejsze w muzyce klasycznej z tym co najdelikatniejsze w muzyce elektronicznej. Towarzyszący mu kwartet smyczkowy na pewno przeniesie czeską Ostrawę o kilka tysięcy lat świetlnych we wzruszającą otchłań, w której każdy słuchacz będzie tym jedynym, wyjątkowym adresatem koncertu.

„Samotność w tłumie, czyli coś dla melancholika”

Na festiwal trafią także osoby, które potrafią spędzić cztery dni w samotności. Zamykając się na własne emocje i przeżywając każdy koncert tak dogłębnie, że nikt więcej nie jest w stanie im towarzyszyć. Dla takich właśnie osobowości środowy wieczór rozpocznie Birdy. Mimo, że jeszcze do niedawna na festiwalu nikt nie sprzedałby jej piwa, to na swoim koncie ma już trzeci album. W jej głębokim alcie rozkochali się fani z całego świata, kłócąc się czy miano najpiękniejszej wersji „Skinny Love” ma nosić cover czy oryginał Bona Ivera. Koncerty „małego ptaszka” to czysta, dojrzała muzyka – bez brokatu, sztucznych gestów czy tłumu tancerzy. Na tyle zapadające w serce, że nie potrzeba do nich nic więcej tylko parę chętnych uszu.
Jak na melancholika przystało, w huśtawkę nastroju czasem wpada zespół, który wcale nie napawa głęboką depresją. Walking On Cars porównywani są do brzmienia Snow Patrol, a swoim singlem „Catch Me If You Can” zdobyli rzeszę fanów czatujących na YouTubowe nowinki. Nie zapominając o swoim irlandzkim pochodzeniu, na debiutanckim albumie łączą mocną perkusję z folkowymi chórkami wyśpiewującymi „Halleluja”.
Z naszego rodzimego podwórka znajdzie się również coś dla cichych indywidualistów. Jazzowe improwizacje grupy Niechęć, całkowicie uciekają od wszelkich prób zaszufladkowania. Ich psychodeliczne, połamane solówki mogą doprowadzić do ekstazy lub skrajnego przerażenia. Eleganckie dźwięki zostały opakowane w dwa albumy – „Śmierć w Miękkim Futerku” oraz „Niechęć”. Sami jesteśmy ciekawi w którą stronę posuną się na ostrawskim koncercie.
Do pełni szczęścia prawdziwego, koncertowego samotnika brakuje jedynie zespołu, który całkowicie wyeliminował brzmienie ludzkiego głosu ze swoich utworów, bazując jedynie na niekończących się dźwiękach. I tak właśnie wyglądają kawałki Tides From Nebula. Długie, momentami ciągnące się bez końca motywy wprowadzą publiczność w pętlę czasu, w której pozostanie jeszcze na długo po zakończeniu koncertu. Z takimi Polakami spędzenie jednej godziny to zdecydowanie zbyt krótko.

„Nad głową słońce, w ręce piwko, obok doborowe towarzystwo, czyli coś dla sangwinika”

Najbliższą naszemu sercu opcją na spędzenie Colours of Ostrava jest chill w gronie przyjaciół. Może nie zawsze zdążą się zebrać na pierwszy utwór ulubionego zespołu, ale dla prawdziwego sangwinika liczy się przecież domowa atmosfera. Takiemu podejściu do życia przyświeca muzyka grupy alt-J. Czterech przyjaciół tworzyło swoje pierwsze utwory mieszkając w akademiku, co automatycznie wyeliminowało z ich utworów wszelkie zbyt głośne instrumenty. Pisząc własne teksty, musieli godzić się na kompromisy, by powstało coś co będzie odpowiadać wszystkim członkom zespołu. Mimo, że skład opuścił gitarzysta, to panowie wciąż robią to co im się najbardziej podoba, nie oglądając się na panującą modę. Na Ostrawie zabrzmi ich najnowszy album „Relaxer”, na którym coraz mocniej słychać, że zespół już dawno wyprowadził się z murów akademika i zaczyna tworzyć na poważnie.
Równie wakacyjnie na pewno rozbrzmi LP podczas czwartkowego koncertu. Utwór „Into The Wild” otworzył jej drzwi do stworzenia wyjątkowego albumu „Forever For Now”, jednak to „Lost On You” wywołało falę pytań o androgeniczną postać, która całuje się z inną kobietą w teledysku. Jej charakterystyczny głos porusza publiczność na całym świecie, a magazyn LA Times tak podsumował koncerty Amerykanki: „LP należy do gatunku artystów, którzy sprawiają, że sala pełna publiczności wstrzymuje oddech, a pod koniec występu wszyscy zrywają się z krzeseł do owacji na stojąco”.
Równie wyjątkowym gościem Ostrawy będzie największy miłośnik kapeluszy – Jay Kay ze swoją grupą Jamiroquai. Artysta brzmieniem, które powstawało jeszcze w szalonych latach ’90 i funkowym flow, zaraził swoich fanów już ponad 20 lat temu. Na jego najnowszym albumie „Automaton” znalazło się miejsce dla kiczowatego beatu jak i parkietowego disco, które idealnie wpasuje się w industrialny teren festiwalu. Polecamy na ten koncert wysmarować się wraz z przyjaciółmi fluorescencyjną farbą!
Finał Colours of Ostrava zawsze obfituje w grupy, które ze sceny krzewią radość, miłość i przyjaźń. W tym roku zadanie pożegnania się z publicznością na barki musi wziąć duet Justice. Ich kawałki to uwspółcześnione Modern Talking z nutą brudnego rocka. Mroczny wizerunek zespołu nie do końca łączy się z typowym hasłem peace&love, które w ostatnich latach krzewili finaliści Ostrawy, jednak ich największe parkietowe hity („D.A.N.C.E.”, „Fire” czy „Safe and Sound”) z całą pewnością zjednoczą wszystkich festiwalowiczów w ostatnim wspólnym tańcu.

komentarze

comments

Polecamy