Artykuły

Historia Okładki: Baasch – Corridors

napisane przez Daria Solich, 11 października 2016

Niektórzy mogli natknąć się na jego twórczość podczas seansu „Płynących Wieżowców” Tomasza Wasilewskiego, inni na „Travelerze”, debiucie laureatów plebiscytu „Nocne Marki 2015” zespołu RYSY. Inni zaś mogą go śledzić od września 2013 roku, kiedy to na swoim SoundCloudzie udostępnił EPkę „Simple Dark Romantic Songs”, inni po premierze teledysku do „Crowded Love” z gościnnym udziałem Y z zespołu BOKKA, a jeszcze inni po tegorocznym Open’erze. Jedno jest pewne – większość osób, które zetknęło się w jakiś sposób z jego muzyką, zostało z nim na trochę dłużej i teraz wraz z nami oczekuje na pierwsze efekty pracy nad nowym materiałem. Czas jednak płynie wolno, a my, chcąc poczuć, że kartki z kalendarza spadają trochę szybciej, przyglądamy się raz jeszcze debiutowi Baascha.

Niejednokrotnie się podkreśla, że wizualna strona materiału nie powinna być pryzmatem, przez który dane wydawnictwo się ocenia. Nie mniej jednak jako jego wizytówka jest z jednej strony jego wyróżnikiem, który może przyciągać uwagę potencjalnego słuchacza, z innej zaś – może być wizualizacją lub dopełnieniem historii, przekazu niesionego przez album. Jaką zaś filozofią odnośnie artworku „Corridors” kierował się Baasch?

Baasch: Staram się dbać o stronę wizualną, bo żyjemy w erze obrazka, zdjęć, Instagramów i całej reszty. Trudno jest oderwać muzykę od tego świata, bo one się bardzo przenikają. Zapraszając kogoś do swojego świata, nieważne w jakiej dziedzinie działasz, fajnie jest, kiedy stanowił on jakąś spójną całość, żeby można go było doświadczać wszystkimi zmysłami. Podobnie jest z okładką, bo to jest niejako twarz płyty. Trudno, żeby nie przywiązywać do tego wagi, żeby to olać, bo to wizytówka albumu; to przylgnie do niego na serwisach streamingowych, przy artykułach o płycie. Wszędzie ta okładka się przewija. Ważne jest, żeby czuć, że ona rzeczywiście oddaje to, co się na tej płycie dzieje. Chciałem też zadbać o jakość wykonania tej okładki. Płyt sprzedaje się coraz mniej. Jeśli już znajduje się ktoś, kto postanowi wydać pieniądze na fizyczny nośnik, to fajnie, żeby miał też poza muzyką coś dodatkowego, by było to dla niego nagrodą za to, że postanowił do tego sklepu pójść i mieć w rękach coś, co może przecież posłuchać w innych miejscach. Ważne jest, żeby nie zbyć go byle okładką po prostu, żeby doświadczył sobie jeszcze czegoś dodatkowego.

„Corridors” zdaje się być napełnionym chłodem i niepokojem krążkiem, w którym równie niebagatelną rolę co atmosfera, pełnią teksty. Narracja prowadzona niskim, nastrojowym głosem wymaga od słuchacza zaangażowania, będącego właściwą ścieżką do wtopienia się w ten materiał. Baasch funduje nam bogato emocjonalny rajd zdający przyspieszać na prostych szybszych kawałków, a zwalniać na zakrętach ballad. Poprosiłam Baascha, aby w kliku słowach opisał o czym w jego ujęciu opowiada „Corridors”.

Baasch: Ta płyta jest bardzo autorska. Teksty, kompozycje są moje, również ja ją aranżowałem i produkowałem. W sumie wszystko na tej płycie poza perkusją, którą nagrał Robert Alabrudzinski, wyszło spod moich palców. Kiedyś Robert Amirian, mój wydawca, określił muzykę, którą gram jako electronic songwriting i myślę, że coś w tym jest. To nie tylko płyta “producencka”, jest dosyć osobista. Myślę, że jest formą spotkania ze mną. Cały album jest o stanie zawieszenia i o procesie, który dzieje się w jego trakcie; o momencie pomiędzy tym, co było i tym, co będzie. Czułem, że znajduję się w punkcie, gdy coś się skończyło, a coś się jeszcze nie zaczęło; że ta tymczasowość powoduje jakiś niepokój, który rozładowywałem pracując nad tym materiałem.

Baasch zdradził już, że stawia na spójność treści płyty i jej oprawy graficznej. Bez tych zapewnień jednak, rzucając okiem na artwork jego solowego albumu, widzimy obraz niepokoju i niepewności, których nici plączą się przez „Corridors”.

Baasch: Na okładce znajduje się fotomontaż dwóch postaci. Symbolizuje on to, co było i to, co będzie, a także dwie rzeczywistości, pomiędzy którymi dzieje się ten materiał. Wokół znajduje się czarna, dziwna, nieokreślona chmura, którą można określić jako „limbo”. To jest ten tytułowy korytarz.

Pierwszoplanowy fotomontaż ujmuje również bardzo wyraźny motyw dłoni. Są wyeksponowane, jednak jest to gest obronny; sprawiający wrażenie zamknięcia. W tej grafice pojawiają się również elementy, które mnie nie wysunęły się na pierwszy plan – czynnik ruchu.

Baasch: Takie ułożenie rąk wynika z tego, że to jest też bardzo introwertyczna płyta. Ale jednak w ruchu. Ważne było dla mnie, by uchwycić element ruchu.

Na pytanie o to, kto stoi za graficzną twarzą „Corridors” otrzymałam trzy nazwiska.

Baasch: Okładkę przygotował Jędrzej Guzik, ale jest to praca zespołowa. Autorką zdjęć i fotomontażu na okładce jest Liubov Gorobiuk. Logo, które też tam jest zaprojektowała Gaba Jordan. Ja sam też przez cały czas uczestniczyłem w procesie jej tworzenia. Dużo dyskutowaliśmy, wymienialiśmy się pomysłami. Z Lubą przyjaźnimy się od wielu, wielu lat. To jest dla mnie ważna postać, bo wydaje mi się, że i prywatnie, i artystycznie równolegle się rozwijaliśmy. Ja chciałem robić muzykę, ona chciała robić rzeczy wizualne, zdjęcia, filmy i tak szliśmy równolegle swoimi szlakami, nawzajem się inspirując. Stąd też wiele zdjęć i klipów zrobiłem właśnie z nią. Jędrzej współpracuje na stałe z NEXTPOPem tak się poznaliśmy.

Choć nie można samej muzyce odebrać nowofalowego chłodu brzmienia, tak samo tekstom nie można odebrać ciepła emocjonalności. Podobne starcie przeciwieństw zdaje się obrazować dobór barw albumu. Wśród szarości okładki, będącej wizytówką tego wydawnictwa, rzuca się w oczy głęboka czerwień środka i samego krążka. Ciekawa takiego wyboru zapytałam Baascha o ich znaczenie.

Baasch: Ta płyta jest dosyć ciemna w klimacie, ale chciałem, żeby miała jasną okładkę. Podoba mi się, że ma trochę nieokreślony kolor. Coś między białym, szarym i fioletowym. Jednocześnie, mimo że jest jasna, jest w niej też coś wieczornego. Kształt na pierwszym planie przypomina mi kruka. Wyobrażam sobie, że to czarne ptaszysko, które jak cień wisi nad człowiekiem. Chcieliśmy, żeby było w tej okładce coś bezkompromisowego. Wnętrze jest czerwone. Zależało nam, żeby kolor płyty w środku pasował do koloru plastiku, w którym jest umieszczona. Mimo że ta okładka jest z zewnątrz dosyć stonowana, to oglądając płytę z każdej strony widać czerwoną krawędź. Żartuję sobie, że muzyka na „Corridors” jest chłodna z zewnątrz, ale krwista w środku.

Zwróciłam również uwagę na to, co doświadczyć można przez samo dotykanie. Okładka „Corridors” jest wykonana z matowego, szorstkiego w dotyku papieru.

Baasch: Oprawa jest chropowata i taka zupełnie niewalcząca o uwagę za wszelką cenę, czyli inaczej, niż zwykle. Często jest tak, że rzeczy z zewnątrz są bardziej pstrokate, przyciągające wzrok, a środku okazują się mniej ciekawe. Stwierdziłem, że jeśli ktoś będzie chciał, to tak czy siak zapozna się z zawartością.

Powierzchnia okładki nie jest jednak w pełni jednorodna. Baasch pokusił się o uwypuklenie loga, które zaprojektowała Gaba Jordan. W moim osobistym odczuciu pierwsze skojarzenie przywiodło mi na myśl trumnę. Przy bliższym zapoznaniu się z płytą, w szczególności z utworem „Siamese Sister”, którą charakteryzuje mieniące się, skrzące tło, dostrzegłam w nim…

Baasch: … kryształ. Ja słyszałem jeszcze, że są to serwetki w restauracji. Ktoś też wspominał, że to małpka z origami. Ten kształt, to jest też takie umowne „B”. Chciałem, aby logo nawiązywało częściowo do okładki pierwszego mojego wydawnictwa, „Simple Dark Romantic Songs”, na której miałem papierową maskę z trójkątów. Kształt tej maski przylgnął do mnie na jakiś czas i stał się w pewnym sensie moim logiem. Przyzwyczaiłem się do niego i chciałem, żeby ten kształt był materiałem wyjściowym do mojego obecnego znaku. Ja po prostu stwierdziłem, że chcę mieć logo w kształcie, który będzie na tyle prosty, żeby ktoś mógł je sobie wytatuować.

Baasch do muzycznego teatru światła i cienia, którego widzami jesteśmy na „Corridors”, oprócz doznań dźwiękowych dostarcza słuchaczowi wizualną stronę tego spektaklu. Tym samym udowadnia, że można w świat wypuścić krążek będący w całości przemyślaną i dopracowaną kompozycją. Taka spójność materiału pozwala w ten sposób na introwertyczną ucztę dla najbardziej wymagającego odbiorcy.

komentarze

comments

Polecamy