Artykuły / Banner Slajderowy

Benjamin Clementine – teatralna wrażliwość zamknięta w muzycznej formie

napisane przez Łukasz Jankowski, 20 października 2017
Foto: Materiały prasowe

Historii o osobach, które żyły w skrajnym ubóstwie, a następnie osiągnęły znaczący sukces, jest wiele. Jednakże takich niosących za sobą pokłady artyzmu owinięte w niespotykaną wcześniej emocjonalność jest już mniej. Benjamin Clementine oczarował wielu słuchaczy na całym świecie i nie powinno to dziwić, gdyż kompozycje Benjamina potrafią oczarować swoim spektakularnym pięknem.

Clementine nazywa siebie muzycznym ignorantem. Jego twórczość jest porównywana do wielu artystów, ale na piedestał wybijają się odniesienia do Niny Simone, Terry Calliera, Screamin Jaa Hawkinsa oraz Anthony Hagarty’ego. Benjamin jednak podkreśla, że nie znał wcześniej twórczości tych muzyków, przez co mógł wypracować przez lata swój unikatowy styl, którym teraz zachwyca tysiące fanów na całym świecie. Jego twórczość kreślona jest przez folk, blues oraz soul, a to wszystko spięte jest jazzową klamrą. Warstwa instrumentalna idealnie łączy się z jego mocnym wokalem, który jest pełen intrygującego kolorytu.

Koncert w The Emmanuel Centre (2014), foto: Burak Cingi

Benjamin z instrumentami miał styczność już od młodych lat – pianino poznał, gdy miał ich sześć. Najpierw zaczął grywać jego brat, lecz nie starczyło mu cierpliwości i szybko porzucił swoje muzyczne zapędy. Pałeczkę przejął Clementine, który na instrumentach zaczął uczyć się grać samodzielnie mając jedenaście lat, lecz komponować rozpoczął znacznie później, gdy jego życie zaczęło kształtować trudne scenariusze i według artysty jego przeżycia zaczęły być warte opowiedzenia. Wokalista podkreśla w wywiadach, że w młodych latach życia sztuka oraz piłka nożna były elementami ważnymi dla jego egzystencji.

Artysta narodził się w Crystal Palace, a następnie przez swoje młodzieńcze lata zamieszkiwał w Edmonton. W wieku szesnastu lat porzucił szkołę i postanowił wyprowadzić się do Francji – była to spontaniczna decyzja. Benjamin w Paryżu oraz jego artystycznej otoczce zakochał się od razu. Jednakże jego pobyt w mieście zakochanych nie był usłany różami – Clementine musiał sam zatroszczyć się o swój budżet i gdy skończyły się pieniądze, zaczął grać w przeróżnych miejscach (stacje metra Palace de Clichy, obskurne knajpy) i mieszkał na ulicy.

Jego talent został doceniony w 2012 roku podczas Festiwalu Filmowego w Cannes, gdzie okrzyknięto go angielskim objawieniem francuskiego festiwalu. Następnie jego kariera zaczęła nabierać tempa i pod koniec 2012 roku pojawił się na festiwalu Lest Rencontre Trans Musicales w Rennes, gdzie po raz pierwszy miał styczność z dużą sceną i liczną publicznością. Benjamin podkreśla w wywiadach, że większą presję czuje grając dla nielicznej grupy odbiorców, gdyż jest to bardziej intymne doznanie aniżeli kontakt z wielotysięcznym tłumem. Mimo wszystko presja, którą odczuwa nie przeszkadza mu w ocenieniu, iż kameralne wydarzenia obleczone w intymność woli bardziej od dużych koncertów.

Koncert podczas Edinburgh Festival (2017), foto: Beth Chalmers

W 2013 roku Benjamin został dostrzeżony przez wytwórnię Eklerschock, która wydała jego EP-kę „Cornerstone”, natomiast dwa lat później mogliśmy zasłuchiwać się w jego długogrającym debiucie „At Least for Now”. Album został świetnie przyjęty przez publiczność oraz krytyków – otrzymał nagrodę Victories de la Musique, czyli francuską odpowiedź na nagrody Grammy. W tym roku do sprzedaży trafił jego kolejny długograj „I Tell a Fly”, który został rozpisany jako sztuka teatralna i motywem przewodnim jest wyalienowanie artysty w przeróżnych aspektach życia. Muzyk opowiada, że w opowieści przedstawia dwie muchy, które razem wyruszyły w podróż, by odkrywać świat, lecz po jakimś czasie jedna opuszcza drugą. Benjamin wciela się w postać narratora.

Artysta o afrykańskich korzeniach zwraca na siebie uwagę już od pierwszych chwil, a to za sprawą oryginalnej urody, którą odziedziczył po członkach rodziny z Ghany. Charakterystyczny jest również jego płaszcz, który pojawia się niemalże na każdym występie – muzyk opowiada, że właśnie ta część ubioru ma dla niego wartość sentymentalną, gdyż była to jedyna rzecz, która chroniła go w trakcie chłodnych dni, gdy żył na ulicy i towarzyszy mu do dziś. Podczas występów możemy również zauważyć brak obuwia, gdyż tylko bose stopy według niego pozwalają na całkowitą jedność z fortepianem. Artysta podkreśla, że jego codziennym porannym rytuałem jest wstanie z łóżka i od razu siadanie przed fortepianem.

To właśnie niepojęta miłość do muzyki sprawiła, że Benjamin potrafi urzekać niewielkie grono oddanych fanów, ale również wielotysięczny tłum. Podczas nowej trasy, polscy fani będą mieli przyjemność wziąć udział w jego koncercie już 16 listopada w poznańskim Centrum Kultury Zamek.

komentarze

comments

Polecamy